plakat para110x150praca socjalna 150px

Popiersie ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto w Béziers

Popiersie ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto w Béziers

Popiersie bł. ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto w Béziers w regionie Oksytania, w departamencie Hérault w południowej Francji. „Przemoc nie...

"Od Podola i Pokucia wieje wiatr"

  Najnowsza książka opracowana przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego jest już w sprzedaży! "Od Podola i Pokucia wieje wiatr" to...

Zmarł prof. Antoni Pieniążek, wieloletni wykładowca i przyjaciel WSPiA

Zmarł prof. Antoni Pieniążek, wieloletni wykładowca i przyjaciel WSPiA

  - Z przykrością przyjęliśmy informację o śmierci prof. dr hab. Antoniego Pieniążka, naukowca i dydaktyka przez wiele lat związanego z...

Święto 21 Brygady Strzelców Podhalańskich

Święto 21 Brygady Strzelców Podhalańskich

  Dzisiaj, 26 maja, obchodzono Święto 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Obchody - z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa -...

Nie ma rezolucji w obronie polskiej szkoły w Mościskach

Nie ma rezolucji w obronie polskiej szkoły w Mościskach

  Radni Przemyśla z klubów PiS, SLD oraz Regia Civitas nie zgodzili się na wprowadzenie do porządku obrad wczorajszej sesji Rady Miejskiej...

Rzeszów jest coraz bliżej budowy kolejki nadziemnej

Rzeszów jest coraz bliżej budowy kolejki nadziemnej

    Rzeszów jest coraz bliżej budowy kolejki nadziemnej, takiej jaką mają np. Szanghaj, czy Dubaj. Marcin Warchoł, wiceminister...

Koronawirus w Polsce i na świecie. Niemcy zdusili epidemię i mają statystyki niemal jak Polska

Koronawirus w Polsce i na świecie. Niemcy zdusili epidemię i mają statystyki niemal jak Polska

Jak walczyć z koronawirusem? Pokazują to nasi sąsiedzi, Niemcy. Jeszcze miesiąc temu mieli blisko 80 tys. chorych, w sumie od początku...

"Zabawa w chowanego". Oświadczenie Episkopatu po filmie braci Sekielskich

    - Nie możemy pozwolić na to, by skandaliczne przypadki przekreśliły dobro, które jest w Kościele. (...) Nie ma wśród duchownych...

Zmarł kpt. Henryk Jaskuła

Zmarł kpt. Henryk Jaskuła

  W czwartek, 14 mają, w wieku 96 lat zmarł kpt. Henryk Jaskuła. O śmierci żeglarza poinformował Wojciech Bakun prezydent Przemyśla. Śp....

 Otwarcie granic Francji dla pracowników sezonowych z krajów UE

Otwarcie granic Francji dla pracowników sezonowych z krajów UE

  Aby ratować swoje sadownictwo Francja otwiera granice dla pracowników sezonowych z krajów UE. Jak powiedzieli PAP przedstawiciele...

  • Popiersie ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto w Béziers

    Popiersie ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto w...

    sobota, 30, maj 2020 22:00
  • "Od Podola i Pokucia wieje wiatr"

    sobota, 30, maj 2020 12:31
  • Zmarł prof. Antoni Pieniążek, wieloletni wykładowca i przyjaciel WSPiA

    Zmarł prof. Antoni Pieniążek, wieloletni...

    piątek, 29, maj 2020 10:52
  • Święto 21 Brygady Strzelców Podhalańskich

    Święto 21 Brygady Strzelców Podhalańskich

    wtorek, 26, maj 2020 18:40
  • Nie ma rezolucji w obronie polskiej szkoły w Mościskach

    Nie ma rezolucji w obronie polskiej szkoły w...

    wtorek, 26, maj 2020 06:56
  • Rzeszów jest coraz bliżej budowy kolejki nadziemnej

    Rzeszów jest coraz bliżej budowy kolejki...

    poniedziałek, 25, maj 2020 18:17
  • Koronawirus w Polsce i na świecie. Niemcy zdusili epidemię i mają statystyki niemal jak Polska

    Koronawirus w Polsce i na świecie. Niemcy...

    czwartek, 21, maj 2020 18:00
  • "Zabawa w chowanego". Oświadczenie Episkopatu...

    sobota, 16, maj 2020 12:25
  • Zmarł kpt. Henryk Jaskuła

    Zmarł kpt. Henryk Jaskuła

    piątek, 15, maj 2020 08:52
  •  Otwarcie granic Francji dla pracowników sezonowych z krajów UE

    Otwarcie granic Francji dla pracowników...

    wtorek, 12, maj 2020 09:44

Proboszcz grekokatolicki z Poznania, ojciec 4 dzieci: - Mam rodzinę i jestem szczęśliwy

ks. Roman_Kiyk

 

- Jak widać po obrączce na mojej dłoni, jestem księdzem żonatym. Mam czworo dzieci - opowiada ks. Roman Kiłyk, proboszcz parafii greckokatolickiej w Poznaniu. 1 maja grekokatolicy obchodzą Wielkanoc.

TOMASZ CYLKA: - Kościół greckokatolicki kojarzy się przede wszystkim z Ukrainą. Jak to się stało, że działa w Poznaniu?

KS. ROMAN KIŁYK: - Wspólnota zawiązała się po drugiej wojnie, gdy do Poznania ze wschodnich rubieży trafiła grupa prawie tysiąca osób. Przyjechali w ramach przesiedleńczej akcji Wisła i stanowili mniejszość etniczną, wywodzącą się przeważnie z wyższych klas społecznych. Dziś to moi najstarsi parafianie. Drugą grupę stanowią ci, którzy kilka lub kilkanaście lat temu przyjechali do Poznania na studia, a potem się tu osiedlili. I wreszcie trzecia grupa - to tzw. emigranci zarobkowi z ostatnich lat oraz ci, którzy uciekali przed wojną np. z regionu donieckiego. Jak przyjechałem do Poznania, wspólnota liczyła ok. 30-40 osób. Ale od tego czasu parafia się rozwija. Odbieram telefon i słyszę: "Znalazłem was w internecie, jak dojechać? Kiedy są nabożeństwa?". Ile człowiek ma po takim telefonie radości. Mamy stronę internetową i profil na Facebooku. W Biblii czytamy " Przepowiadajcie na dachach", więc i my teraz wykorzystujemy nowe technologie, byle tylko przyciągnąć wiernych do Boga. Dzięki temu wspólnota liczy już kilkaset osób. Gdy spotykam w mieście ludzi z Ukrainy - a język ukraiński często słychać na poznańskich ulicach - mówię: "Chodźcie, tu jest cerkiew, zapraszam". Ale szczerze mówiąc z takiego zaproszenia nic nie wychodzi, bo jak będziesz człowieka za rękę ciągnął, to on tym mocniej się będzie wyrywał.

- Kiedy ksiądz przyjechał do Poznania?

- Trzy lata temu nasz bp Włodzimierz [Juszczak - red.] wezwał mnie: "Słuchaj, Roman, jest nowa parafia w Poznaniu. To duże wyzwanie, bo trzeba odbudować wspólnotę, co w dużym mieście nie jest łatwe, a do tego sporo pracy administracyjnej i remontów. Może byś się podjął?". Wyzwanie spore, ale przecież nie po to zostawało się kapłanem, by życie było proste. "Jak biskup każe" - powiedziałem i przyjechałem do Poznania w 2013 r. To wtedy nasz biskup oraz metropolita poznański, abp Stanisław Gądecki podpisali porozumienie, na mocy którego trafiła w nasze ręce świątynia przy ul. Toruńskiej [stary kościół na os. Warszawskim - red.]. Wcześniej nasza wspólnota modliła się tylko w niedzielę podczas jednej mszy św. w kościele pw. Najświętszej Krwi Jezusa przy ul. Żydowskiej. Przed mszą św. trzeba było wszystkie ikony rozstawiać, potem je szybko chować. Kościółek na os. Warszawskim wymaga remontów, ale przynajmniej jest nasz

- To księdza pierwsza parafia?

- Wcześniej byłem wikarym w Sanoku, Ustrzykach Dolnych i Hłomczy.

- Urodził się ksiądz na Ukrainie?

- Jestem Polakiem, ale pochodzenia ukraińskiego. Urodziłem się w Bartoszycach na Warmii, natomiast moi rodzice pochodzą z Bieszczad, z powiatu leskiego. Oni także w ramach akcji Wisła zostali wywiezieni na Ziemie Odzyskane. A że byli w tradycji wschodniej Kościoła greckokatolickiego, to ja też w takim klimacie się wychowywałem. Obecny bp Włodzimierz przypomniał mi niedawno, że parafia w Bartoszycach była jego pierwszą, a ja wtedy tam służyłem jako ministrant. Od piątego roku życia wiedziałem, że chcę być księdzem. I ciągle o powołaniu myślałem. Ale jak człowiek trochę dorósł, to zaczął przed tym uciekać. Myślałem sobie, że może jednak coś innego w życiu bym robił? Ale nie dało się. Kiedy podczas jazdy na sankach z synem uległem dość ciężkiemu wypadkowi, to już powiedziałem: "No dobrze, Panie Boże, to ja już nie będę przez Tobą uciekał".

- Ksiądz greckokatolicki może mieć dzieci?

- Jak widać po obrączce na mojej dłoni, jestem księdzem żonatym. Mam czworo dzieci, choć porody były trzy - średnia para to bliźnięta. Kościół greckokatolicki jest Kościołem powszechnym i uznaje prymat papieża, ale ma też swoje prawo. Jednym z nich jest to, że nie obowiązuje celibat. Warunek jest jeden: trzeba sakrament małżeństwa przyjąć przed sakramentem kapłaństwa. W drugą stronę to nie działa, jeśli już jesteś księdzem, nie możesz się żenić. Ksiądz nie może też mieć kolejnej żony. Jeśli więc np. zostaje wdowcem, to do śmierci żyje już sam. Świecki u nas może wstąpić w ponowny związek, kapłan takiej możliwości nie ma. Myślę, że w naszej diecezji jedna trzecia kapłanów jest żonatych. Kto decyduje się na rodzinę, zamyka sobie jednak drogę do kapłańskiej kariery, bo biskupem może być tylko osoba bezżenna. Ale ja nie mam z tym problemu, bo kapłaństwo to dla mnie służba, a nie kariera.

- Wielu rzymskokatolickich księży podkreśla, że celibat to dobre rozwiązanie. Wikary z Wildy, ks. Adam Pawłowski zrobił nawet karierę w internecie, oświadczając "Nie mam żony, nie mam dzieci. Cieszę się, że w Kościele jest celibat". Parafianie nie narzekają, że rodzina przeszkadza księdzu w pełnieniu obowiązków?

- Można to wszystko sobie poukładać. Choć muszę przyznać, że więcej zarzutów o niewywiązywanie się z codziennych obowiązków pada nie ze strony parafian, ale żony i dzieci. Słyszę czasem od nich, że za dużo angażuję się w życie wspólnoty, a za mało czasu poświęcam im. Sam zresztą łapię się na tym, że pochłonięty pracą parafialną zapominam, że mam żonę i dzieci. Moich dwóch powołań nie da się rozdzielić. Staram się dobrze wychować dzieci i być przykładem kochającej się rodziny. Nie mogę z ambony mówić jednego, a żyć innym życiem. Moje świadectwo wiary jest bardzo ważne. Jak mówił Jan Paweł II: "Nauczycieli jest dziś wielu, ale świadków tej wiary brakuje".

- Dzieci nie robią w swoim środowisku sensacji, mówiąc, że tata jest kapłanem katolickim?

- Najstarsza córka, która uczy się w liceum, jest już w pełni świadoma, w jakiej sytuacji żyjemy. Najmłodsza, trzyletnia jeszcze sobie beztrosko biega po cerkwi. 12-letni bliźniacy też już wszystko rozumieją i angażują się w życie wspólnoty. Syn służy do mszy św., dziewczyny śpiewają w chórze. Oni już wiedzą, że nie jestem w Poznaniu postacią anonimową. Kiedy wybuchły wydarzenia na kijowskim Majdanie, udzielałem wywiadów mediom. Jedna z nauczycielek w szkole, zapytała wtedy córkę: czy ten ks. Roman Kiłyk, który był w telewizji, to twój wujek? A ona ze szczerością w głosie odpowiedziała: "Nie, to mój ojciec". Było pewne zdziwienie, ale w naszym środowisku to naturalne, że ksiądz ma dzieci.

- Parafialne życie wygląda podobnie jak w Kościele rzymskokatolickim?

- Tak - modlimy się na Eucharystii, prowadzimy katechizację dzieci i młodzieży. Te młodsze spotykają się dwa razy w tygodniu w szkole nr 90 przy ul. Chociszewskiego, a starsi w liceum nr 11. Mamy też salkę parafialną w przyziemiu naszego kościoła. Robimy, co możemy, żeby nasza wspólnota działała jak najprężniej. W Niedzielę Palmową zorganizowaliśmy warsztaty malowania jajek wielkanocnych. Prowadziła je kobieta, która przyjechała do Poznania z Kołomyi - to zagłębie pisankowe na Ukrainie, byliśmy więc niejako u źródeł. Codziennie są liturgie, a w Wielkim Poście nabożeństwa. Ludzie potrzebują porady, przychodzą po sakramenty - chrztu albo ślubu. Na szczęście przez te trzy lata nie miałem w Poznaniu żadnego pogrzebu.

- Wierny Kościoła rzymskokatolickiego może u was przystępować do sakramentów?

- Mamy te same sakramenty św., czyli może śmiało przystępować do komunii. Z kolei ja mogę sprawować liturgię w koncelebrze z księdzem rzymskokatolickim. Gości u nas np. ks. proboszcz Wojciech Ławniczak z sąsiedniej parafii. Ja stałem przy jednym ołtarzu na pogrzebie o. Jana Góry, bo nasza młodzież też chętnie jeździ na Lednicę.

- Nie ma żadnych różnic?

- Oczywiście, że są. Np. sakramenty wtajemniczenia, czyli chrzest, bierzmowanie i Eucharystia udzielane są w momencie samego chrztu. A gdy dziecko ma już siedem lat lub więcej, przygotowywane jest jedynie do pierwszej spowiedzi św. Dlatego u nas do komunii przystępują nawet małe dzieci noszone na rękach.

- Nie ma więc ksiądz majowego szału komunijnego.

- Nie mam i nawet się z tego cieszę. Natomiast komunia św. udzielana jest łyżeczką pod dwiema postaciami chleba i wina. Jak to wygląda w praktyce? Nie wystawia się języka, tylko otwiera się szeroko usta i kapłan wrzuca łyżeczką hostię.

- Patrzę na tę waszą świątynię i chyba potrzeba co najmniej kilkuset tysięcy złotych na doprowadzenie jej do odpowiedniego stanu.

- Zanim kościół objęliśmy, przez 10 lat stał nieużywany. A że utrzymujemy się tylko z ofiar wiernych, nie jest nam łatwo. Ale mimo wielu kłopotów, także finansowych, z jakimi borykają się nasi parafianie, dzielnie wspierają nasze dzieło. My nie mamy żadnych rządowych subwencji, z Funduszu Kościelnego też nic nie dostajemy. Tylko więc dzięki ofiarom wiernych zrobiliśmy nagłośnienie i ogrzewanie w cerkwi. Ale dzięki temu nikt nie może się już migać, że nie przyjdzie z dziećmi do kościoła, bo jest zimno. Ale chciałoby się zrobić więcej.

- Ale nie wyczuwam, by ksiądz narzekał. Widzę i słyszę, że jest ksiądz szczęśliwy. Ani słowa o polityce, złych mediach, jakiejś nagonce na Kościół... Może jednak rzymskokatolickim księżom przydałaby się żona i dzieci?

- (Śmiech) Jestem szczęśliwy, a na co mam narzekać? Jak to mawia pewien ojciec "Alleluja i do przodu". Życie nie składa się tylko z samych pięknych chwil, czasem trzeba nieść krzyż, czasem się upada, niekiedy należy poprosić drugiego o pomoc. Ja się przed służbą moim parafianom nie migam. Jestem tu dla nich w każdym momencie.

- Rozmawiamy w waszym Wielkim Tygodniu. Wielkanoc obchodzicie dopiero 1 maja. Dlaczego tak duża różnica?

- Niekiedy Zmartwychwstanie przypada w tę samą niedzielę co w Kościele zachodnim, ale w tym roku to aż pięć tygodni różnicy. Wynika to nie tylko z różnicy między kalendarzem juliańskim i gregoriańskim oraz przesilenia wiosennego. Po prostu Pascha w Kościele wschodnim nie może przypaść szybciej niż Pascha żydowska, a tę w tym roku obchodzono dopiero 24 kwietnia.

- Liturgia w te dni wygląda tak samo jak w Kościele rzymskokatolickim?

- Podobnie. W Wielki Czwartek wspominamy ustanowienie Eucharystii, w Wielki Piątek - śmierć Pana. Odprawiamy tylko nieszpory z wystawieniem płaszczenicy, czyli całunu Chrystusa owiniętego w płótno, bo u nas nie ma Grobu Pańskiego. Zmartwychwstanie świętujemy w niedzielny poranek jutrznią i mszą św. Po niej następuje poświęcenie paschy. Wierni przynoszą bułkę, jajka, kiełbasę, chrzan, sery i inne potrawy, które potem spożywają na śniadaniu. W drugi dzień świąt idziemy na cmentarze, by dzielić się naszą radością Zmartwychwstania z tymi, którzy wyprzedzili nas w wędrówce do życia wiecznego. W naszym Kościele nie ma Dnia Wszystkich Świętych w listopadzie, na groby idziemy w Wielkanoc. W ten sposób świadczymy, że Chrystus pokonał śmierć. Dlatego na ukraińskim Zakarpaciu są takie cmentarze, na których mogiły mają krzyże nie w głowach zmarłych, ale w nogach. Dzięki temu zmarły cały czas patrzy na ten krzyż. Jak widać tradycja wschodnia i zachodnia, choć się przenikają, w niektórych momentach różnią się mocno.

Parafia greckokatolicka w Poznaniu

Kościół greckokatolicki wywodzi się z tradycji chrześcijaństwa wschodniego, uznaje papieża i dogmatykę katolicką, ale zachowuje odrębności liturgiczne i prawne.

Wierni obrządku greckokatolickiego trafili do Poznania po drugiej wojnie światowej, ale dopiero w latach 70. możliwa była nieregularna celebracja wschodniej liturgii. W 2002 r. na stałe został wydelegowany do Poznania duchowny greckokatolicki i od tej chwili nabożeństwa w rycie wschodnim są odprawiane w każdą niedzielę i we wszystkie święta w tygodniu. Dziś parafia pw. Opieki Matki Bożej liczy kilkaset osób, a cerkiew mieści się przy ul. Toruńskiej 8 na os. Warszawskim.

1 maja Kościół greckokatolicki obchodzi swoją Wielkanoc. Uroczysta msza św. rozpocznie się o godz. 7.

Więcej na: https://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,105531,19992499,proboszcz-grekokatolicki-z-poznania-ojciec-4-dzieci-mam-rodzine.html?fbclid=IwAR2x3U7xIK-jP0F1ZUNkYyZcjkl8JsBnfOYlieFOYU7acaA_UJdCdLWJ1Lc#TRwknd

 

 

Tymochowicz dosadnie o byłym prezydencie

Tymochowicz

Tymochowicz nazywa rzeczy po imieniu. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" mówi, że najbardziej jaskrawym przykładem patologii jest Aleksander Kwaśniewski. Świadczy o tym fakt, że urządza wielki ślub swojej córki, jak koronowane głowy a do pełni szczęścia potrzeba mu tylko poddanych na kolanach, których oczywiście nie ma, a bardzo by ich chciał mieć. Z kolei o Januszu Palikocie, któremu doradzał wypowiada się tak: " Palikot wpadł w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Kiedyś domagał się zaświadczenia, że Lech Kaczyński nie jest alkoholikiem. Teraz nie odpowiadając na mój apel, przyznał się, że jest hipokrytą". 

 

O tych innych sprawach opowiada Tymochowicz w bardzo ciekawej rozmowie z Elizą Olczyk, którą zamieszczamy poniżej.

Samozwańczy książę Kwaśniewski

Najbardziej jaskrawym przykładem patologii jest Aleksander Kwaśniewski. Urządza wielki ślub swojej córki, jak koronowane głowy. Do pełni szczęścia potrzeba tylko poddanych na kolanach – mówi Elizie Olczyk specjalista ds. wizerunku politycznego.

Poszedł pan na wojnę z „Gazetą Wyborczą” po artykule, w którym przytoczono pana wypowiedzi, np. tę, że wyborcy to debile. Te wypowiedzi w każdej chwili można obejrzeć w Internecie, więc dlaczego się pan tak zdenerwował? 

Każdą wypowiedź można sfałszować, wyrywając ją z kontekstu. Nigdy nie powiedziałem, że wyborcy są debilami. Mówiłem tylko, że im liczniejszy jest tłum, tym jego inteligencja jest mniejsza i poczucie odpowiedzialności też, co sprawia, że niektóre wybory są debilne. Poza tym moje słowa o wyborcach są trawestacją słów Cypriana Kamila Norwida, który mówił, że narodem jesteśmy wielkim, a społeczeństwem żadnym. Jakoś nikt nie miesza z błotem Norwida, a mnie tak. A ja tylko przetłumaczyłem to piękne zdanie na język potoczny, że w swojej masie jesteśmy społeczeństwem debilnym.

Palikot to niebywale inteligentny człowiek. Do dzisiaj nie wiem, kiedy mówi prawdę, a kiedy cynicznie kłamie Jest subtelna różnica. Norwid nie używał słów powszechnie używanych za obraźliwe. 

Bo Norwid nie żył w XXI wieku, w epoce Internetu, który spłyca każdy przekaz. Ja po prostu przetłumaczyłem jego słowa tak, by współczesny człowiek mógł go zrozumieć.

Czy człowiekowi, który żyje z kreowania cudzego wizerunku, nie szkodzi spór z mediami? Nie cierpią na tym pana klienci? 

Nie. Moi klienci z kręgów biznesu, a to jest 95 proc. moich zleceń, nie mogą się na to uskarżać, bo nikt nie wie, komu doradzam. Ujawniam tylko klientów politycznych, bo uważam, że w polityce wszystko powinno być jawne. Wyborcy mają prawo wiedzieć, na co przeznaczone są ich pieniądze i czy jest rozdźwięk między piarem a tym, co dana partia robi naprawdę. 

To jakie są rozbieżności między piarem a rzeczywistością w SLD, któremu teraz pan doradza? 

Jest ich bardzo dużo. Nie chcę oskarżać SLD, ale nie chcę też go wybielać. Sojusz podobno otwiera się na młodych, tylko gdzie oni są? Czy pani widziała, żeby Leszek Miller promował młodych? Nie. Ale chce to zmienić. I trzeba to docenić, bo wszystkie partie zamykają szczelnie drzwi przed młodymi. Nasi politycy uważają, że jak już zostaną wybrani na posłów, to stają się wybrańcami, książętami. SLD nie był od tego wolny. Nie bez powodu mówiono o kawiorowej lewicy i baronach SLD. A najbardziej jaskrawym przykładem tej patologii jest Aleksander Kwaśniewski, który zachowuje się jak książę. Urządza wielki ślub swojej córki, jak koronowane głowy. Do pełni szczęścia potrzeba tylko poddanych na kolanach. Ja mam serce po lewej stronie i nie znoszę wywyższania się, a wielu liderów lewicy tak się zachowuje. Czas to zmienić, a jedynym, który może to zrobić, jest Leszek Miller, dopuszczając młodych do polityki.

Gdy Leszek Miller odmładzał kiedyś partię, to skończyło się na tym, że sam zastąpił na stanowisku lidera Józefa Oleksego. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? 

Gdybym nie wierzył w ten projekt, to bym się w to nie angażował. Lubię uczestniczyć w akcjach, które kończą się sukcesem. Taka możliwość pojawiła się, gdy Leszek Miller odseparował się od samozwańczego księcia Kwaśniewskiego.

To stało się już dawno temu. 

Ale ludzie księcia otaczali Millera jak agenci. A teraz, gdy odeszli Marek Siwiec i Ryszard Kalisz, naprawdę można coś zrobić. Trochę mi tylko przykro z powodu Janusza Palikota, który zapowiadał, że po roku wycofa się z przywództwa i odda władzę młodym, a skończył z Kaliszem i Kwaśniewskim. To kto jest tym młodym?

To nie pan był autorem tej strategii? 

Ja. Ale naprawdę wierzyłem, że będzie chciał wprowadzić te zmiany, które zapowiadał. Okazało się, że absolutnie nie. Że jedynie pogłębił przepaść między piarem a rzeczywistością. Ale nie chcę go odsądzać od czci i wiary, bo powinno się rozliczać partie rządzące, a on jeszcze nie zdobył władzy. Poza tym ma pewne zasługi – pokazał wyklętych, czyli ludzi, którzy nie pasują do zastanej rzeczywistości. 

A jednak zaatakował go pan, pytając, czy ma zaświadczenie o kuracji odwykowej Aleksandra Kwaśniewskiego. 

To nie był atak, tylko apel o prawdę. Palikot wpadł w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Kiedyś domagał się zaświadczenia, że Lech Kaczyński nie jest alkoholikiem. Teraz nie odpowiadając na mój apel, przyznał się, że jest hipokrytą. 

To przecież pan podpowiadał Palikotowi, żeby mówił o rzekomym alkoholizmie Kaczyńskiego, a więc to pan złapał go w tę pułapkę. 

Wszystkie moje pomysły stają się własnością intelektualną klientów, dla których pracuję. 

Tak czy inaczej to pana pomysły były obłudne. 

Nie zgadzam się z tym. W mojej działalności nie było oszustwa. 

Palikot na początku swojej kariery politycznej kreował się na konserwatystę o wielkopańskich manierach, a pan go przerobił na lewicowca. Czy to było uczciwe? 

Jeżeli to jest zgodne z intencjami i odczuciami polityka, to tak.

Przecież celem tej przebieranki było zajęcie wolnej niszy politycznej. 

Zapewne taka była główna motywacja. Ale Palikot wielokrotnie mnie zapewniał, że w głębi duszy zawsze czuł się lewicowcem, dlatego to, co robimy, jest zgodne z tym, co czuje. Co prawda były przejawy zachowań cynicznych, ale je ignorowałem. Myślałem, że to są tylko momenty słabości. 

A pana wystąpienie na konferencji prasowej obok Palikota, zamiast Ryszarda Kalisza było uczciwe? Jak pan się wtedy czuł? 

Oczywiście, że fatalnie, bo wiedziałem, jak to będzie odebrane. To był kapiszon, niewypał, a nie wielki transfer. Ale co mieliśmy zrobić, skoro została godzina do konferencji prasowej, a wiedzieliśmy, że Ryszard Kalisz zrezygnował z przejścia do Ruchu Palikota. Jedyną możliwością było wystąpić w roli ofiary. Pamiętam, jak się wszyscy śmiali, że Tymochowicz nie przysporzy Palikotowi nawet 1 proc. głosów. Później im nie było do śmiechu, gdy Palikot zdobył 10 proc. poparcia. Bo dopóki moi klienci polityczni się mnie słuchali, to wszystko szło dobrze. W momencie, gdy dochodzili do wniosku, że już mnie nie potrzebują, idą własną drogą i przestawali słuchać moich rad, to nie najlepiej kończyli.

Palikot przestał pana słuchać? 

On mi publicznie powiedział po wyborach, że ci, którzy świetnie się sprawdzili w kampanii wyborczej, niekoniecznie muszą się sprawdzić później. I dlatego on nie widzi potrzeby dalszej ze mną współpracy. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. 

Palikot był trudnym klientem? 

To niebywale inteligentny człowiek. Do dzisiaj nie wiem, kiedy mówi prawdę, a kiedy cynicznie kłamie.

To chyba nie najlepiej o panu świadczy jako kreatorze wizerunku? 

Być może. Z innymi klientami mam lepsze rozeznanie, ale w jego przypadku poddaję się.

A może pan się po prostu wybiela? Pana praca na tym polega, żeby brzydkiego polityka przerobić na pięknego, bo wtedy wyborcy go kupią.

Nie do końca. Każdy piarowiec wie, że im większa jest przepaść między obrazem, jaki kreuje, a rzeczywistością, tym większe jest prawdopodobieństwo, że prawda wyjdzie na jaw i będą z tego poważne problemy. Poza tym moim głównym zadaniem jest sprzedawanie wartości. Bo są ludzie wartościowi, którzy przegrywają w polityce tylko dlatego, że nie potrafią sprzedać tego, w co wierzą. Podobnie jest w biznesie. Ideał nie polega na tym, że sprzedaje się puste butelki, tylko naprawdę wartościowy produkt ładnie opakowany. Niestety, polska polityka to jest ciągle sprzedawanie pustych opakowań.

Przecież w jednym z wywiadów sam pan powiedział, że zajął się polityką, bo w tym biznesie puste butelki można sprzedawać bez końca. 

Ale mam już tego dosyć. Chcę wreszcie sprzedawać butelki wartościowe. 

Leszek Miller jest tą wartością? 

Miller to jest człowiek, który wielu rzeczy nie musiał robić, ale je robił z przyzwoitości. Kiedyś miałem potwornie trudny okres i tylko dwóch polityków mnie wówczas nie zostawiło: Andrzej Lepper i Leszek Miller. Nie musieli mi pomagać, a zrobili bardzo wiele.

Rozumiem, że dla Leszka Millera jest pan gotów zrobić trochę więcej niż dla innego klienta. 

Pewnie tak. Z czystego sentymentu i przyzwoitości.

Czy dlatego atakuje pan Kwaśniewskiego, bo Europa Plus jest problemem dla SLD? 

Europa Plus rzeczywiście jest problemem. Bo to jest taki drugi LiD, który upadnie jeszcze szybciej niż ten pierwszy, ale miesza na lewicy. A gdy upadnie Europa Plus, to na scenie pozostanie SLD, który naprawdę ma przed sobą przyszłość. Chcę jednak powiedzieć, że Miller był przeciwny mojej akcji. Ale ja jestem niepokorny i robię to, co uważam za słuszne, bo na marketingu politycznym znam się lepiej. Mój klient musi się pogodzić, że niektóre rzeczy będę robił na własną rękę. To jest ryzyko Leszka Millera.

Skoro Sojusz ma przyszłość, to dlaczego tak tragicznie przegrał w wyborach w Rybniku. 

Ja nie byłem w to zaangażowany, mogłem tylko obserwować i przyznam, że byłem przerażony spotami reklamowymi, które wyglądały jak żywcem przeniesione z początku lat 90. To jest żałosne, że doradcy lokalni na coś takiego pozwolili. Szkoda mi tego kandydata, lekarza neurochirurga. To jest właśnie przykład wartościowego człowieka, który sam nie potrafi się rozpychać łokciami, a partia nie potrafiła tego zrobić za niego. Takim ludziom jestem potrzebny.

Który z naszych polityków ma najlepszy wizerunek? 

Jest kilka świetnych wizerunków. Na przykład Jarosław Kaczyński jako wódz, dyktator idealnie pasuje do swojego elektoratu. Choć dla intelektualistów to jest groteska. Bronisław Komorowski ma wizerunek skrojony dla wszystkich. Jest swojski, jowialny. Nie miałbym sumienia go atakować, bo byłoby mi zaraz przykro. Ale trzeba być zwichrowanym psychicznie, żeby chcieć zostać prezydentem.

Piotr Tymochowicz jest doradcą mediowym, specjalistą ds. wizerunku i marketingu politycznego. Współpracował m.in. z Marianem Krzaklewskim, Michałem Kamińskim i Andrzejem Lepperem. W styczniu 2011 przystąpił do Ruchu Palikota. W maju 2012 podjął współpracę z SLD.

 

Eliza Olczyk 03-05-2013, ostatnia aktualizacja 03-05-2013 17:46

Rzeczpospolita

Źródło: http://www.rp.pl/artykul/9160,1005747-Samozwanczy-ksiaze-Kwasniewski.html?p=2

 

Tusk gra w PSL

Tusk i Pawlak

Premier Tusk, jak zwykle, gra własną piłkę. Boisko jest jego, a koalicjant wystawił się do odstrzału…bo jak inaczej można nazwać aferę taśmową…wpadkę na całego. PSL ma ciężki orzech do zgryzienia. Czy pozwolić premierowi na dalsze kroki ubezwłasnowolniające PSL? Szybkiego powołania nowego ministra rolnictwa i rozwoju wsi nie ma co się spodziewać. Premier przejął inicjatywę, a wicepremier Pawlak zachowuje pokerowy spokój…Wszyscy mają świadomość, że PSL wystawiany jest na ciężką próbę. Otóż „super niania” pogroziło chłopcom, bo nie umieją bawić się zabawkami…Zostawiam, to bez dalszego komentarza. Scenariuszy jest kilka. PSL ma bardzo dużo do stracenia. Ze słów premiera wynika, że teraz gra będzie toczyła się pod dyktando PO. PSL występując z koalicji traci dużo, a zostając traci wyborców…, bo odzyskanie ministerstwa rolnictwa będzie PSL kosztowało sporo…doły PSL huczą i czekają na męską decyzję wicepremiera Pawlaka…Odnoszę świadomość, że wszystko jest dobrze reżyserowane…komuś potrzebne były taśmy…aby wyeliminować z gry PSL…byłbym skłonny twierdzić, że PO czyści przedpole, bo ministerstwo rolnictwa i gospodarki, a te są w ręku PSL, potrzebne są PO. Dlaczego, aby odzyskać elektorat na wsi…ten kto daje pieniądze ma władzę…a gospodarki, bo tam są spółki giełdowe Skarbu Państwa…Krótko mówiąc szykuje się nam rząd mniejszościowy…z pomocnikami…Czy to będzie SLD czy Ruch Palikota, czas pokaże…Jedno jest pewne: koalicja PSL – PO zmierza do rozpadu…wytrzyma jeszcze to jesieni…a będzie to jedynie przeciąganie liny…ze wskazaniem na PO.

 

Fot. wiadomosci.dziennik.pl

Dwusetny numer „Echa Rzeszowa”

Echo Rz.200 fot.Jzef Gajda 30.09.12 1

W ostatnią niedzielę września (30 września) członkowie Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa zebrali się w Sali Posiedzeń Rzeszowskiego Ratusza na niecodziennej uroczystości. Okazją do spotkania było ukazanie się dwusetnego numeru „Echa Rzeszowa” – miesięcznika wydawanego przez działające ponad 30 lat Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa, któremu przewodniczy red. Zdzisław Daraż, harcerz i wieloletni rzeszowski radny, autor licznych publikacji o Kresach Wschodnich.

Red. Kanik-DSC02516

Z tej okazji w ratuszu z członkami redakcji, współpracownikami i przyjaciółmi pisma spotkał się w prezydent miasta Tadeusz Ferenc. Wśród zaproszonych gości byli obecni m.in.: poseł na Sejm RP Tomasz Kamiński, prof. dr hab. Marian Malikowski, dyrektor Studiów Doktoranckich, wieloletni dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, promotor prac i autor licznych publikacji naukowych o Rzeszowie, dr Henryk Pietrzak, prezes Polskiego Radia Rzeszów S.A.

Kanik-Echo Rz.200 fot.Jzef Gajda 30.09.12 3

 Z tej okazji nadesłano sporo listów gratulacyjnych, które odczytał red. Józef Kanik. Zabierając głos prof. dr hab. Marian Malikowski, zauważył, że „Echo Rzeszowa” pełni bardzo ważną rolę jako pismo odnotowujące ważne wydarzenia z życia miasta. Jest ważnym głosem w dyskusji o rozwoju Rzeszowa. Z materiałów zamieszczanych w „Echu Rzeszowa” korzystają studenci i doktoranci przygotowujące prace magisterskie i doktorskie.

Prof. Malikowski-przemawia-Echo Rz.200 fot.Jzef Gajda 30.09.12 5

Miesięcznik „Echo Rzeszowa” wychodzi o 17 lat. Decyzję o jego powołaniu Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa podjął 2 lutego 1996. „Pismo rozpoczęło prasową egzystencję od ośmiokolumnowego, czarno - białego wydawnictwa, które miało spełniać głównie funkcje informacyjną, bez elementów swady polemicznej i krytycznego spojrzenia na otaczająca rzeczywistość” - napisał na łamach dwusetnego wydania red. Roman Małek. Jak dodaje - dziś piszący do Echa Rzeszowa dziennikarze poszukują problematyki trudnej i włączają się do dyskusji na temat przyszłości miasta.

Jak wspomina Zdzisław Daraż, redaktor naczelny „Echa Rzeszowa”, proponując zarządowi TPRZ wydawanie czasopisma spotkał się z uwagą pana Trojanowskiego: „no dobrze 3 numery możemy wydać”. Na pierwsze 3 numery „Echa Rzeszowa” wystarczyło pieniędzy za reklamę od firmy „Exbud”, której dyrektorem był pan Ludwik Chmura. Nakład był skromniutki 300 egzemplarzy. Rozprowadzany tylko w sieci sklepów PSS. Opiekunem poligraficznym pisma był pan Łucjan Pieluch, który pozyskał do pomocy finansowej firmy: „Kazek”, „Optores”. „Echo Rzeszowa” było czasopismem okresu transformacji ustrojowej podlegało wszystkim uwarunkowaniom tego czasu,. Okres ten charakteryzował się dużym rozwojem czasopism lokalnych. Nie mogłoby istnieć bez życzliwych sponsorów. To dzięki nim ukazują się książki popularyzujące nasze miasto oraz ukazuje się „Echo Rzeszowa”. Ideę sponsorowania Towarzystwa, jako pierwszy podjął Ludwik Chmura. Z uznaniem należy się odnieść do kolejnych sponsorów takich jak: Łucjan Pietluch, Wiesław Depa, Ryszard Podkulski, Kazimierz Janik, Władysław Mróz, Wacław Żmuda, Zygmunt Haliniak, Adam Węgrzyn, Janusz Żuczek, Krzysztof Biskupski, Adam Tunia, Juliusz Sieczkowski, Józef Wicher.

- Echo Rzeszowa dysponuje stroną internetową zawierającą duży zasób archiwalny dotyczący Rzeszowa - z dumą informuje Zdzisław Daraż, redaktor naczelny „Echa Rzeszowa”. - Wiele osób z całego kraju zwraca się o udostępnienie tych i innych materiałów. Redakcja musi sprostać tym oczekiwaniom. Przez wiele lat doskonalimy formułę naszego czasopisma. Obecnie czasopismo uczestniczy w dyskusjach jakie toczą przedstawicie władz miasta i województwa na temat rozwoju regionu i w dalszym ciągu tą obecność w tym dialogu będziemy kontynuować. Rzeszów jest stolicą granicznego województwa Unii Europejskiej stąd dużą perspektywę ma publicystyka dotycząca naszego pogranicza i jego sąsiadów. Rzeszów walczy o swoją pozycję w Polsce nasze czasopismo będzie aktywnie w tej walce uczestniczyć. Łamy Echa muszą być otwarte dla różnych poglądów politycznych wynika to zarówno z nakazów demokracji jak i potrzeby edukacji społeczeństwa w tym kierunku. Tak zarysowany program dalszego rozwoju naszego pisma oczywiście będzie możliwy do realizacji tylko w warunkach pozyskania życzliwych sponsorów i reklamodawców. Mam niezłomną nadzieję, że ich nie zabraknie.

Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman";}

Relacje filmowe ze spotkania znajdują się na: http://wyslijto.pl/plik/tmu5jrxyjd (Otwarcie spotkania: wystąpienie red. naczelnego Zdzisława Daraża, przemówienie prezydenta miasta Rzeszowa Tadeusza Ferenca oraz posła na Sejm RP Tomasza Kamińskiego), http://wyslijto.pl/plik/x70tsa6qck (Akademia i tort), http://wyslijto.pl/plik/r5kc74f2rl (wystąpienie red. Ryszarda Zatorskiego).

Red. Dynia-DSC02535

 

Fot. Józef Gajda, Adam Kulczycki

 

Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4

Relacje filmowe ze spotkania znajdują się na: http://wyslijto.pl/plik/tmu5jrxyjd (Otwarcie spotkania: wystąpienie red. naczelnego Zdzisława Daraża, przemówienie prezydenta miasta Rzeszowa Tadeusza Ferenca oraz posła na Sejm RP Tomasza Kamińskiego), http://wyslijto.pl/plik/x70tsa6qck (Akademia i tort), http://wyslijto.pl/plik/r5kc74f2rl (wystąpienie red. Ryszarda Zatorskiego).

Dni Otwarte w Boguchwale

 

Oglne-DSC01120

Przez dwa dni w Boguchwale koło Rzeszowa można było spróbować przepysznych serów, wędlin, pieczywa, miodów, przeróżnych słodkości (w większości ekologicznych). Oczywiście smakosze swojskiego jadła mogli nie tylko degustować, ale także zakupić smaczne produkty. Jak przystało na tę porę roku, na Dniach Otwartych Podkarpackiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Boguchwale nie zbrakło wystawców kwiatów i krzewów ozdobnych a także kiermaszu rękodzieła ludowego. Dużym zainteresowaniem cieszyła się także XIV Regionalna Wystawa Zwierząt Hodowlanych i wystawa maszyn rolniczych oraz sprzętu ogrodniczego.

Zwiedzający mogli także podziwiać występy kapel i zespołów folklorystycznych. Imprezę połączono z Dniami Boguchwały, co poszerzyło ofertę artystyczną. Na scenie zaprezentowały się zespoły i grupy artystyczne działające przy miejscowym domu kultury. Fachową wiedzę dotyczącą hodowli, upraw, produkcji ekologicznej itp. można było uzyskać na stoiskach firm i instytucji działających w rolnictwie i przemyśle rolno-spożywczym.

Sery korycinskie-DSC01125

Uwagę odwiedzających tereny ekspozycyjne ODR przyciągało stoisko Gospodarstwa Rodzinnego „Gremza” ze wsi Szumowo w gminie Korycie na Podlasiu. Pani Agnieszka Gremza, laureatka wielu konkursów, promowała smaczne sery. Jak podają źródła historyczne, historia sera korycińskiego sięga potopu szwedzkiego, kiedy to pod Korycinem rozegrała się jedna z bitew. Wielu Szwajcarów osiedliło się wtedy w Polsce. To oni nauczyli miejscowych wyrabiać charakterystyczne sery z tzw. podpuszczką. 14 lat temu, Agnieszka Gremza rozmawiając z teściową, wpadła na pomysł powrotu do regionalnej tradycji. Z pierwszymi serami jeździła do Knyszyna. Dziś nie ma już na to czasu, bo ser wozi do większych miast i większych sklepów. Producentka wyrabia ser koryciński „Swojski” nie tylko w jego wersji klasycznej, ale i z dodatkami - m.in. z czosnkiem, ziołami prowansalskimi, bazylią, lubczykiem, oregano, czarnuszką, kminkiem, płatkami słodkiej papryki czy pieprzem kolorowym. Gospodarstwo rodzinne „Gremza” posiada pierwszą w Korycinie prawdziwą serowarnię spełniającą standardy Unii Europejskiej, która znajduje się pod stałym nadzorem weterynaryjnym (Agnieszka Gremza jest pierwszą producentką Sera Korycińskiego, której nadany został numer weterynaryjny). W serowarni zachowany jest ciąg produkcyjny.

Z kolei kozie sery prezentowała Lucyna Cwynar, która prowadzi gospodarstwo ekologiczne „ZUZA” we wsi Zabratówka w gminie Chmielnik koło Rzeszowa. Prowadzone przez nią gospodarstwo posiada certyfikat ekologiczny od 2006 roku. Hodowlą kóz zajmuje się już 10 lat. W chwili obecnej stado kóz liczy 35 sztuk dorosłych i 35 koźląt.

Kozie sery-DSC01148

- Od samego początku uczyłam się wytwarzać dobre i zdrowe produkty z mleka koziego. Z czasem nabierałam coraz większego doświadczenia, a moje wyroby zaczęły smakować rodzinie i znajomym. W końcu postanowiłam pochwalić się większemu gronu miłośników ekologicznych i naturalnych produktów i zaczęłam jeździć na wszelkiego rodzaju targi żywności ekologicznej. Dzięki zebranym tam opiniom mogę doskonalić swoje wyroby – opowiada Lucyna Cwynar. Jej produkty były niejednokrotnie nagrodzone na cyklicznych imprezach organizowanych przez Podkarpacki Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Boguchwale. Kozie sery z gospodarstwa ekologicznego „ZUZA” były prezentowane na licznych imprezach targowych m.in. na targach BIOFACH 2008 w Norymberdze. Można je nabyć także w sprzedaży bezpośredniej (http://www.serkikozie.strefa.pl).

 

Mid-Sonina-DSC01133

Na dniach otwartych szeroką ofertę zaprezentowali także pszczelarze. U Ewy i Mariusza Jamróz z Soniny k. Łańcuta można było dowiedzieć się ciekawych rzeczy dotyczących leczniczych walorów miodu. Państwo Jamróz prowadzą sklep internetowy, w którym można zaopatrzyć się we wszystkie rodzaje miodów i produktów pszczelarskich (http://miod-lancut.pl/). Ich działalność pszczelarska została nagrodzona licznymi nagrodami i dyplomami.

Nie zabrakło także producentów pieczywa ekologicznego czy wędlin. Zwiedzający mogli także zapoznać z aktualnymi trendami hodowlanymi i zasięgnąć rad i wskazówek i specjalistów.

Imprezie towarzyszyły zabawy dla dzieci. Dużym zainteresowaniem najmłodszych cieszył się piknik mleczny.

Pkinik mleczny-DSC01142

 

Komentarze mogą zamieszczać tylko osoby zalogowane.
Zaloguj się i komentuj...

Rzeszów to nie Szanghaj ani też Dubaj

Felietony Redaktora Naczelnego |  wtorek, 26, maj 2020
    Widzę, że nikt nie jest w stanie przekonać Pana Prezydenta, że podąża w złym kierunku. Wszystko się zgadza, ale Rzeszów to nie Szang...
Czytaj Dalej...

Nowa tablica na górze Monastyrz na Podkarpaciu

Aktualności |  wtorek, 04, luty 2020
  Pomnik w Monasterzu (stan w styczniu 2020). Zdjęcie nadesłane do Naszego Słowa (fragment) Kontrowersyjny ukraiński aktywista Igor Isajew p...
Czytaj Dalej...

Ukraińskie błędy polityczne

Aktualności |  poniedziałek, 08, kwiecień 2019
    Niezależnie od wyników II tury wyborów na prezydenta Ukrainy, przyszły przywódca tego kraju powinien naprawić błędy w zaniedbanych w...
Czytaj Dalej...

Laureaci konkursu wiedzy o Rzeszowie nagrodzeni

Super News |  sobota, 26, styczeń 2013
W piątek, 18 stycznia 2013 roku, w Sali Posiedzeń Rzeszowskiego Ratusza odbyła się uroczysta gala konkursu wiedzy o Rzeszowie pod hasłem „Rzeszów - ...
Czytaj Dalej...

Prezes Solidarnej Polski w Nisku, Tarnobrzegu, Stalowej Woli

Super News |  piątek, 18, maj 2012
  W niedzielę (20 maja) lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro spotka się z mieszkańcami Niska, Tarnobrzega i Stalowej Woli. Poniżej prog...
Czytaj Dalej...

Co łączy Palikota i Komorowskiego

Super News |  środa, 25, styczeń 2012
Na portalu www.nowyekran.pl napotkałem bardzo intresujący wpis.  Zainteresowanych zapraszam na http://janpinski.nowyekran.pl/post/49567,broni...
Czytaj Dalej...

O dylematach i pułapkach marketingu miasta

Super News |  sobota, 10, grudzień 2011
- Marketingu miasta nie da się sprowadzić do promocji miasta. Marketing miasta wymaga konsekwencji i cierpliwości, gdyż efekty nie pojawią się od razu...
Czytaj Dalej...

Niedokończone msze wołyńskie

Super News |  sobota, 12, listopad 2011
Od poniedziałku (7 listopada br.) w Atrium Collegium Norvidianum KUL (Al. Racławickie 14) można oglądać bardzo ciekawą wystawę „Niedokończone msze...
Czytaj Dalej...

Ile mandatów dla Podkarpacia?

Aktualności |  poniedziałek, 10, październik 2011
PODKARPACIE. Ważą się losy mandatów dla Podkarpacia. Każda z partii ma ochotę na jak najwięcej miejsc w Sejmie. PiS ma pewnych 14 mandatów, PO 6. PS...
Czytaj Dalej...

Najwyższa frekwencja w Czarnej Łańcuckiej

Aktualności |  niedziela, 09, październik 2011
  PODKARPACIE. Ponad 47,16 proc. mieszkańców Czarnej Łańcuckiej poszło do głosowania do godz. 18. Natomiast najmniej w gminie Dynów, bo tylko 29...
Czytaj Dalej...

Odnowić Polskę

Telewizja i Radio Wyborcze |  wtorek, 04, październik 2011
  Relacje dźwiękowe ze spotkania z Posłem Zbigniewem Ziobro:   Spotkanie w Sędziszowie Małopolskim - 2 października 2011 r. ...
Czytaj Dalej...

Odnowić Polskę

Super News |  poniedziałek, 03, październik 2011
RZESZÓW, JAROSŁAW. – Potrzebny jest pozytywny scenariusz, aby odnowić Polskę. Media liberalne, sprzyjające obecnemu rządowi, nie koncentrują się na ty...
Czytaj Dalej...
Copyright © 2020 Gazeta Parlamentarna. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie Studio-Gestgraf

Nasi Partnerzy

Polecane Strony

Media Podkarpackie

Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna im. ks. B. Markiewicza w Jarosławiu