W „Gazecie Wyborczej” – w dodatku rzeszowskim można przeczytać wywiad z Tomaszem Porębą, europosłem z Podkarpacia, członkiem Komitetu Politycznego PiS-u, o Solidarnej Polsce.

Poręba o transferach do „ziobrystów”: Napinają mięśnie

 

Dla Zbigniewa Ziobry czy Jacka Kurskiego najważniejszym celem jest to, by po raz kolejny znaleźli się w europarlamencie. I ostrzegam wszystkich, którzy chcą za nimi pójść, że mają być tylko siłą roboczą. Mają zasuwać w terenie, tak aby wisienkę z tortu zjedli liderzy Solidarnej Polski

Małgorzata Bujara: Na Podkarpaciu kolejne osoby przechodzą z PiS-u do Solidarnej Polski, w ubiegłym tygodniu każdego niemal dnia był głośny transfer. W niedzielę w Jarosławiu odbyła się konwencja ruchu, na którą przyszło 500 osób. Jak pan to ocenia?

Tomasz Poręba, europoseł z Podkarpacia, członek komitetu politycznego PiS-u: Spodziewaliśmy się, że Podkarpacie jako naturalny bastion PiS-u i prawicy będzie jednym z ważniejszych celów dla Solidarnej Polski. Ale nie przesadzałbym z oceną rozmachu prowadzonej przez nich działalności.

Te transfery to transfery osób, które od dłuższego czasu mentalnie czuły się poza PiS-em, tak jak senator Jaworski. Co do radnych wojewódzkich czy innych samorządowców, są to bardzo sporadyczne wypadki. Nie daję tu, na Podkarpaciu, Solidarnej Polsce większych szans, nie spodziewam się wielkich odejść. Struktura i siła PiS-u w regionie jest bardzo duża. Podobnie sytuację oceniam w skali kraju.

Jeszcze dwa, trzy tygodnie temu regionalni politycy PiS-u nie spodziewali się w ogóle odejścia. Dziś w Solidarnej Polsce jest trzech parlamentarzystów i trzech radnych sejmiku.

– Ci radni nie są członkami partii. Dostali szansę startu z listy PiS-u, a teraz odchodzą od nas, zmieniają partię polityczną. Niech każdy oceni to postępowanie sam. Ja uważam, że jest to oszukiwanie wyborców. Jeśli się zawdzięcza szyldowi PiS-u sukces w wyborach parlamentarnych, tak jak w przypadku posła Kazimierza Ziobry i senatora Kazimierza Jaworskiego, albo samorządowych, jak radnych Bogusława Romaniuka, Stanisława Bajdy czy Janusza Magonia, a tuż po wyborach zmienia się barwy polityczne, to jest to na pewno coś, co źle świadczy o tych panach.

A nie świadczy źle także o PiS-ie? W Jarosławiu spotkałam także Waldemara Pijara, który w wyborach parlamentarnych był koordynatorem wyborczym PiS-u w okręgu rzeszowskim. Mówił mi, że w PiS-ie było mu już po prostu za ciasno, że brakowało mu dyskusji, wymiany poglądów…

– To, co zrobił Waldemar Pijar, jest dla mnie wielkim rozczarowaniem. Pamiętam, jak wielokrotnie zapewniał o swojej lojalności wobec PiS-u. Podobnie poseł Kazimierz Ziobro. Nigdy nie słyszałem z ich ust, żeby im było za ciasno w PiS-ie. Nie mówili tak, gdy byli szefami ważnych instytucji w regionie albo członkami zarządu województwa [Pijar był prezesem RARR, Ziobro członkiem zarządu województwa – przyp. red.]. Teraz słyszę narzekania na PiS. To jest niepoważne.

A wracając do mojego pytania: czy w PiS-ie nie dochodzi do takiej autorefleksji, że jednak dzieje się źle, skoro nawet na Podkarpaciu, gdzie lojalność wobec partii wydawała się bezgraniczna, dochodzi do odejść?

– Odchodzą ludzie, którzy od dłuższego czasu źle się czuli w Prawie i Sprawiedliwości. Uważam, że to w tym przypadku akurat dobrze. To oczyszcza atmosferę, powoduje, że możemy koncentrować się na pracy, a nie na zajmowaniu się sobą. Jeśli ktoś miałby być w PiS-ie na siłę, to lepiej, aby odszedł i nie szkodził.

Czyli baba z wozu, koniom lżej?

– Nie chciałbym w ten sposób mówić. Ale jeżeli komuś było źle w PiS-ie, to oczywiście my nie będziemy nikogo na siłę trzymać. Ale szkoda, że ci wszyscy panowie korzystali z tego, że startowali z list PiS-u i zostali radnymi czy posłami. Muszą też mieć jednak świadomość, że dla Zbigniewa Ziobry czy Jacka Kurskiego najważniejszym celem jest to, aby po raz kolejny znaleźli się w europarlamencie. I ostrzegam tych wszystkich, którzy chcą za nimi pójść, że mają być tylko siłą roboczą w realizowaniu planu liderów. Mają zasuwać w terenie, tak aby wisienkę z tortu zjedli liderzy SP.

Takich tez nie słyszałam w Jarosławiu. Za to liderzy Solidarnej Polski deklarują, że w przyszłości ich formacja chce współpracować z PiS-em. Pan sobie to wyobraża?

– Przede wszystkim uważam, że Solidarna Polska budowana z Brukseli przez europosłów nie zakończy się sukcesem. Nie wierzę w to, że przekroczy próg wyborczy.

Załóżmy, że to zrobi. Współpraca?

– Za duże rozgoryczenie, za wielki zawód, jaki nam zrobili, żeby mówić o jakiejkolwiek współpracy w przyszłości. Dziś ponoszą odpowiedzialność za osłabianie prawicy i rozbijanie PiS-u, jedynej formacji zdolnej obecnie do przeciwstawienia się tej skrajnie szkodliwej polityce PO.

Co PiS robi teraz w regionach?

– Musimy teraz bardzo mocno zintensyfikować spotkania z wyborcami. Osobiście jeżdżę po całym województwie, spotykam się z ludźmi. Musimy to robić jako parlamentarzyści po to, żeby ludziom tłumaczyć te ostatnie wydarzenia.

I gasić pożary?

– Nie, nie mówię o gaszeniu pożarów. Bo tak naprawdę tych ognisk nie ma w województwie, poza Jarosławiem. Ale przede wszystkim musimy się skoncentrować na wyjściu do ludzi, na kontaktach i promowaniu programu PiS-u. Więcej spotkań, więcej rozmów o Polsce, a nie zajmowania się konfliktem w PiS-ie.

A może Solidarna Polska osiągnie jednak sukces? Pan Pijar, pełnomocnik tej formacji w okręgu rzeszowskim, mówi, że każdego dnia do północy musi odpowiadać na maile, tak dużo jest chętnych.

(śmiech ) Nie wierzę w to, że ten projekt się powiedzie. Ale rozumiem to napinanie mięśni, bo cóż im pozostało?

Źródło: http://rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/2029020,34962,10772139.html

Rozmawiała Małgorzata Bujara 2011-12-06, ostatnia aktualizacja 2011-12-07 09:25:10.0

Leave a Reply

Your email address will not be published.