Polecam bardzo ciekawy wywiad z redaktorem Tomaszem Zimochem, który ukazał się na stronie www.sdp.pl.

– Jasne, że jest ogromny niedosyt i co do tego nie  ma wątpliwości, ale jest też dużo plusów. Po pierwsze, nic nie straciliśmy od razu w pierwszym meczu, żyliśmy nadziejami, kilku zawodników nam rośnie i przy dobrym zespole, albo inaczej skomponowanym zespole – a pamiętajmy, że piłka nożna to gra zespołowa – ci zawodnicy mogą się rozwijać. Zauważmy też, że chyba był dokonany trafny wybór zawodników, bo właściwie nikogo z tych znaczących postaci nie pominięto, że mamy dobrą szkołę bramkarzy, bo  Przemysław Tytoń udowodnił, że może walczyć także o pozycję numer 1. Tak, że w sumie niedosyt jest, bo była to nie tyle duża szansa, ale to była olbrzymia szansa, żeby awansować. W meczu z Czechami okazało się jednak, że  nie mamy jeszcze zespołu na to, żeby grać w gronie właśnie ośmiu najlepszych drużyn. Ale generalnie to wszystko, ten stan emocji, to zainteresowanie, ten nastrój związany z grą polskiej drużyny, ja oceniam pozytywnie – tak o „orłach i orlikach” Smudy mówi Tomasz Zimoch w wywiadzie, który udzielił Markowi Palczewskiemu.

Z Tomaszem Zimochem o motylach Smudy, filmie BBC, biało-czerwonych i przyszłym mistrzu Europy rozmawia Marek Palczewski.

Tomasz Zimoch (rocznik 1957). Polski dziennikarz, komentator sportowy. Absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi im. Adama Asnyka. Z wykształcenia prawnik, ukończył aplikacje sędziowską. Karierę dziennikarską zaczynał w ACR Kiks – radiu Uniwersytetu Łódzkiego. Od wielu lat jest dziennikarzem Polskiego Radia i komentatorem sportowym. W 2009 r. otrzymał Złoty Mikrofon „za wiedzę i emocje, które pozwalają zobaczyć w radiu świat sportu”. 27 marca 2010 został odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi w pracy dziennikarskiej, za propagowanie kultury fizycznej oraz idei olimpijskiej. Na jego apel została uszyta ważąca 200 kg flaga biało-czerwona rozpostarta na trybunach w czasie meczu z Czechami na Euro 2012.
 

Tomku, stałeś się idolem kibiców, telewidzów, jesteś na okładkach tygodników. Znam Cię od lat jako człowieka skromnego, jak się z tym czujesz, że jesteś traktowany jak celebryta?

To jest bardzo miłe i bardzo dziękuję wszystkim kibicom, ale to mnie krępuje, nawet przeraża. Nie jestem celebrytą, to nie jest  mój świat. Ja jestem zwykłym, normalnym żuczkiem-radiowcem, żuczkiem-Tomkiem. To jest miłe, ale u mnie się nic nie zmienia.

Słuchacze  twoich transmisji radiowych, w których pełno jest różnorodnych metafor, zastanawiają się jak właściwie przygotowujesz się do tych sprawozdań. Czy  wcześniej wymyślasz te powiedzonka, czy też są spontaniczne i powstają w trakcie meczu, jak choćby to o Smudzie, który łapał motyle do niewidocznej siatki?

Motyl w meczu Polaków pojawił się dlatego, że sobie spacerowałem wokół Stadionu Narodowego, a tam blisko jest ulica Francuska i jest pomnik Agnieszki Osieckiej, siedzącej przy stoliku. I przypomniałem sobie jakiś wiersz i stąd to poetyckie słowo, bo poezja jest dla sprawozdawcy radiowego czymś takim jak muzyka. Mnie ona niezwykle inspiruje, nastraja jako sprawozdawcę,  dziennikarza, lubię słuchać muzyki klasycznej, bo wtedy najbardziej mi  wyobraźnia pracuje. Nikt nie narzuca mi żadnego obrazu,  sam tę muzykę mogę wiązać, kojarzyć z obrazami, scenami. Podobnie jest z poezją, a w czasie transmisji to jest gra skojarzeń. Nie można ich sobie wcześniej przygotować. Jeśli ja nawiążę np. czy do jakiegoś powiedzenia, czy do jakiejś maksymy, to tylko z tego powodu, że to jest z czymś powiązane bezpośrednio w czasie konkretnego meczu piłkarskiego. Sport jest nieprzewidywalny, nic nie można przygotować, na to nie mam żadnego scenariusza. Jasne, że  mam informacje i o zawodnikach, i o drużynach, trenerach, sędziach, ale też staram się z tym nie przesadzać, bo też dostęp do takich informacji jest tak szeroki, że każdy może mieć je właściwie w każdej chwili, i moją rolą jest , by podziałać na wyobraźnię słuchacza, by on to widział, by przed radioodbiornikiem czuł się tak, jakby siedział obok mnie, by przede wszystkim wiedział co się dzieje, czuł atmosferę, czuł ten nastrój. Moje usta to jest jednocześnie kamera, to jest jednocześnie głośnik, to są uszy, nos, bo to wszystko trzeba usłyszeć, powąchać  i przetworzyć  na opowieść, na słowo.

Od wielu lat jesteś komentatorem meczów piłkarskich, obserwujesz kibiców, ich reakcje. Jak zareagowałeś na film BBC „Stadiony nienawiści”? Czy uważasz, że w Polsce jest problem rasizmu i przemocy na stadionach, czy to zostało w tym filmie wyolbrzymione?

Ja absolutnie uważam, że to zostało wyolbrzymione. Bo przecież gdybyśmy pojechali do Anglii i nakręcili w taki sposób materiał filmowy, to też moglibyśmy wysnuć tezę  że Polacy są tam źle traktowani, że Polaków biją, że dzielnice w których zamieszkują Polacy, to są dzielnice, w których należy się bać i nie wiadomo, co się zdarzy. Taki film też byłoby bardzo łatwo nakręcić.
O rasizmie, podobnie. Byłem zdziwiony tym podkreślaniem naszego rasizmu. Oczywiście, że problem istnieje, ale nie aż taki i nie w taki sposób, a problem rasizmu w Anglii, to jest dopiero problem, np. Johna Terry’ego, który jest podstawowym graczem w lidze i w reprezentacji kraju (prokuratura oskarżyła go o rasistowskie zachowanie wobec obrońcy Queens Park Rangers Antona Ferdinanda podczas ligowego meczu, który odbył się 23 października 2011 roku – MP).

Dobrze by było, żeby Anglicy może najpierw pokazali nam wszystkim jak rozwiązuje się takie problemy albo inaczej, jak u nich ten problem wygląda,  a później w taki sposób pokazywali nas. Myślę, że był to materiał wręcz nieprawdziwy. Ja to tak odbieram, mam do tego prawo, a samo Euro pokazuje jak bardzo Anglicy się mylili.

Jak oceniasz występ Polaków na tym turnieju?

Jasne, że jest ogromny niedosyt i co do tego nie  ma wątpliwości, ale jest też dużo plusów. Po pierwsze, nic nie straciliśmy od razu w pierwszym meczu, żyliśmy nadziejami, kilku zawodników nam rośnie i przy dobrym zespole, albo inaczej skomponowanym zespole – a pamiętajmy, że piłka nożna to gra zespołowa – ci zawodnicy mogą się rozwijać. Zauważmy też, że chyba był dokonany trafny wybór zawodników, bo właściwie nikogo z tych znaczących postaci nie pominięto, że mamy dobrą szkołę bramkarzy, bo  Przemysław Tytoń udowodnił, że może walczyć także o pozycję numer 1. Tak, że w sumie niedosyt jest, bo była to nie tyle duża szansa, ale to była olbrzymia szansa, żeby awansować. W meczu z Czechami okazało się jednak, że  nie mamy jeszcze zespołu na to, żeby grać w gronie właśnie ośmiu najlepszych drużyn.
Ale generalnie to wszystko, ten stan emocji, to zainteresowanie, ten nastrój związany z grą polskiej drużyny, ja oceniam pozytywnie.

Kto będzie mistrzem?

To bardzo trudne pytanie, chociaż znamy osiem drużyn, które zostały , czyli ćwierćfinalistów, ale wbrew pozorom mogą być niespodzianki. Właściwie można powiedzieć, że w półfinale powinny być drużyny Niemiec, Portugalii, Hiszpanii, i chyba Anglii, ale wszystko może się zdarzyć. W piątek jest mecz w Gdańsku Grecja-Niemcy. Wszyscy skazują Greków na porażkę,  ja tylko przypominam, że Grekom bardzo trudno strzela się gole. Grecy potrafią uprzykrzyć życie rywalom, do tego dochodzą podteksty polityczne w tym spotkaniu. I też jest wszystko możliwe, chociaż Niemcy grają naprawdę bardzo ładnie, i to już nie jest tylko taki solidny zespół niemiecki, to nie jest tylko ten walec niemiecki, ale to jest coś więcej, bo w ich grze jest wiele elementów pełnych fantazji, pełnych piękna, tak, że pewnie dla dobra turnieju fajnie by było, gdyby Niemcy grali dalej, podobnie jak Portugalczycy, ale Czesi też nie są na straconej pozycji. Hiszpania z kolei jest faworytem w meczu z Francuzami, ale, powtarzam,  wszystko się może zdarzyć. Jeśli jednak szukać mistrza na dzisiaj, to będą nim Niemcy albo Hiszpanie.

 

Zdjęcie ze strony

http://www.facebook.com/tzimoch

Źródło: http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-tomasz-zimoch1

Leave a Reply

Your email address will not be published.