Tak nazywa się nowa niezależna telewizja. Jej twórcy uważają, że sukces telewizji Republika doprowadzi w Polsce do zmian, których nie wymażą ani żadna medialna nawała ani polityczne intrygi. Powstaje telewizja, jakiej jeszcze u nas nie było, nastawiona na autentyczną debatę i wolna od cenzury.

Kanał pojawił się w przekazie satelitarnym, kablowym i w sieci. Stacja znalazła się w ofercie platformy satelitarnej Cyfrowy Polsat i w sieciach kablowych – m.in. Toya, TK Chopin, TVSM Grudziądz czy TVK Hajnówka. Przypomnijmy, iż od 10 kwietnia 2013 roku TV Republika nadaje próbną emisję w Internecie.

 

Co o niej sądzą eksperci. Portal SDP publikuje ciekawą rozmowę z Markiem Markiewiczem o szansach Telewizji Republika.

***

 

Z Markiem Markiewiczem o szansach Telewizji Republika, rozmawia Błażej Torański.

Ogląda Pan TV Republikę?

Nie, bo nie mam jej w swojej sieci. Oglądałem ją jednak w Internecie, wiele wiem, jakie plany mają jej twórcy, prawie wszystkich ich znam.

Znany medioznawca, prof. Wiesław Godzic uważa, że jest to dziennikarstwo anachroniczne, bardziej misjonarstwo, ba, rodzaj krucjaty. Podziela Pan tę ocenę?

Podzielam, że prof. Godzic jest znanym medioznawcą. Co do anachronicznego dziennikarstwa, to mam wielką nadzieję, że takie wróci. Jeśli wedle tej skali teraz mamy nowocześniejsze, to ja bardzo za nie dziękuję. Równocześnie nie oznacza to, że nie jestem pełen niepokoju, jeśli chodzi o losy TV Republika.

Kontynuując argumentację prof. Wiesława Godzica, odnosi on wrażenie, że ludzie tworzący TV Republikę mają poczucie, że są jedynymi nosicielami prawdy i chcą zmieniać rzeczywistość.

Wszędzie są tacy. Samego medioznawcy do diagnozy nie wystarczy, bo teoretycznie ta telewizja nie ma żadnych szans. Od strony technicznej, finansowej, dość niebezpiecznego pomysłu dzielenia programu na pasma autorskie. To jest niebezpieczne dla projektu,  który się rodzi. Bo powstają podzielone sektory, a z tego nie buduje się żaden styl czy język stacji. Telewizja wbrew pozorom jest sztuką zbiorową, kolektywnym działaniem. Ale przez skórę czuję, że to jest jeszcze jedyny czas, że taka telewizja może mieć szansę. Jeszcze niedawno wydawało się, że rynek prasowy jest zamknięty i nic nowego się na nim nie pojawi.

Tymczasem dwa nowe tytuły – „Do Rzeczy” i „Sieci” – ledwie pojawiły się na rynku, a już wskoczyły na czwartą i piątą pozycję najlepiej sprzedających się tygodników opinii w Polsce.

Tak jest. Tego medioznawcy nie przewidzieli wieszcząc od dawna kryzys gazet na podstawie artykułów o sytuacji w Chicago, które nieco różni się od Warszawy. Przynajmniej w granicach pół wieku.  Rynek gazetowy pokazał, że można znaleźć lukę, to raz, a dwa, że popękały bariery tworzące tę rzeczywistość. Ale w telewizji nie jest tak, że wszystko załatwi się finezją tekstu. Być może jednak, mam taką nadzieję, TV Republika powtórzy fenomen „Gazety Wyborczej” sprzed 24 lat.

Nie sądzę, aby twórcy TV Republika byli z tego porównania zadowoleni. Ale ma Pan na myśli niezwykły sukces wolnego wtedy słowa, łyku wolności, w siermiężnym opakowaniu?

Tak. Chodzi o pomysł na medium, po które Polacy sięgną w czasie przełomu. Wydaje mi się, że ten przełom nadchodzi, a może nawet już się zaczął. W tym przesileniu jest nadzieja, że nowy byt medialny, który teoretycznie nie ma żadnych szans, w tym momencie stanie się potrzebny, opiniotwórczy, cytowany. Zacznie funkcjonować, dostanie silny powiew wiatru w plecy i wyprzedzi swoje możliwości biznesowe. Gdyby ktoś mnie o szanse takiej telewizji zapytał rok temu, powiedziałbym, że szkoda czasu na rozmowy.

A teraz?

Wydaje mi się, że teraz przedsięwzięcie tworzone na wariackich papierach – bo przecież oni nie mają pieniędzy, wielkiego zaplecza, tylko znajomości – ma szanse. To może zaskoczyć, jeśli twórcy tej telewizji się nie pokłócą. Świat zewnętrzny jest dla nich mniejszym zagrożeniem niż oni sami dla siebie. Jest to środowisko niewątpliwych indywidualności.

Sami generałowie.

Młodzi generałowie, bo lat historii i doświadczeń wcale tak dużo nie mają. Są liderami środowiska, które budują. Nie tak dawno poznałem bezpośrednio Katarzynę Gójską-Hejke i muszę powiedzieć, że choć znam bardzo wielu dziennikarzy, zobaczyłem u niej niezwykłą sprawność pracy w studiu. Jeśli zaczną w TV Republika gromadzić takich ludzi, jak ona, i nie przykryją ich generalskimi czapkami, to z tego może narodzić się niezwykle ważna jakość. I wtedy to, co mówił znany profesor medioznawca, okaże się nonsensem. Przypomina mi się dowcip: jeśli nie można wywalić starych, to jak najszybciej, jak najwięcej trzeba zatrudnić młodych, którzy rozsadzą stary system. Pamiętam, jak po latach spotkaliśmy się z przyjaciółmi z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Doszliśmy szybko do wniosku, że zachowaliśmy między sobą młodzieńczość, a ci, którzy dzisiaj tworzą TVP, postarzeli się w ciągu dziesięciu lat. I to jest przyczynek do oceny, kto jest anachroniczny, a kto nie. Nawet z Peerelu nie pamiętam tak dworskich, młodych wiekiem dziennikarzy, jak teraz wśród sław medialnych głównego nurtu.

A mój apel, aby w Republice się nie pokłócili wynika z lat doświadczeń wyniesionych z życia publicznego. To są tak silne indywidualności, że szkoda by było, aby się pozabijali. Muszą też utemperować swoje oczekiwania. Jeśli bowiem chcą na tym zarabiać pieniądze, to wiele lat musi upłynąć. Pewną nadzieję daje Piotr Barełkowski, szef Telewizji Niezależnej, nadawcy TV Republika.

Udało mu się przed laty stworzyć TV Biznes, wchłonięty przez Polsat. Kierował Pan tym kanałem w 2007 roku.

Tak i przy tej okazji go poznałem. Muszę powiedzieć, że miał wiele pozytywnego szaleństwa w sposobie zorganizowania tego zespołu. Wynalazł wielu interesujących ludzi. Jego znajomość mediów może być gwarancją sukcesu pod warunkiem, że zostanie uszanowana także i jego silna osobowość. To dobry menedżer do kierowania tym przedsięwzięciem. Ma swoją wizję.

Ale ważne jest też, aby nie dali pretekstu do ocen, że prowadzą pozorny dialog, że rozmawiają sami ze sobą, w kręgu swoich ekspertów i dziennikarzy. Cytowany profesor jest zdania, że w TV Republika „dziennikarz jest statywem dla mikrofonu”.

Jeśli czas poda im rękę i nie skatuje ich własne środowisko, jeśli staną się forum dyskusji przy kolejnej kampanii wyborczej, to wszystko im się wybaczy. Rewolucja, jak wiadomo, zjada swoje dzieci. Jeśli znajdą się zwolennicy zmian w Polsce i będą szukali swojego forum, to wybaczą im każdą niedoróbkę. Będą chcieli usłyszeć tam to, czego nie słyszą w publicznej telewizji czy w innych. I to będzie wartość dodana, która w podręczniku się nie mieści. Na początku lat 90. uważałem, że im więcej będzie mediów, tym większa będzie różnorodność. Poniosłem klęskę, bo to założenie okazało się kompletnie fałszywe. Teraz jest bowiem tak, że gdyby zdjąć winietki i wizję, to przekazy niczym się nie różnią.

Jak gazety w Peerelu.

Nawet te same maniery. Pytam czasami studentów, skąd się biorą zbitki, które przechodzą przez wszystkie media, jak huragan. Jak wypowiedź Gowina, który powiedział, że w nosie ma literę prawa, interesuje go duch. To jedno z podstawowych pytań w ustroju demokratycznym. Jeśli więc tabuny dziennikarzy powiadają, że jest to kontrowersyjna albo kompromitująca wypowiedź, to znaczy, że oni są nierozumni. Co nie zmienia faktu, że nie jest to zręczna wypowiedź z ust ministra sprawiedliwości. Niemożliwe wydawało się przed laty, że trzy telewizje mogą być identyczne, a okazało się to jednak możliwe. Świat polityki zjadł tę różnorodność i ją zmarnował. Dlatego nie wiem, co bardziej jest anachroniczne: to, co teraz oglądamy, czy telewizja reżimowa sprzed 1989 roku. Wartością i siłą TV Republika jest ich odmienność. Są inni. Ale źle się też stanie, jeśli zaczną to podkręcać, bo staną się już dziwaczni, a widz nie znosi szalonych różnic. Ale dziwaczność groziłaby im w czasach spokoju. W czasie niepokoju, przesilenia politycznego, które wyczuwam, mogą odnieść sukces. Szanuję tych ludzi i będę za nich trzymać kciuki.

*****

Marek Markiewicz, rocznik 1952.  Absolwent prawa na Uniwersytecie Łódzkim, działacz „Solidarności”, dwukrotnie poseł. Do grudnia 1981 pracował jako dziennikarz w Ośrodku Łódzkim TVP. Za działalność opozycyjną został zwolniony z pracy w telewizji po wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1982 do 1988 pracował jako taksówkarz. W tym okresie kontynuował działalność opozycyjną w niejawnych strukturach związku, pisał artykuły do prasy podziemnej, pełnił dyżury prawnicze w Ośrodku Pomocy Osobom Pozbawionym Pracy. W latach 1989 do 1991 był redaktorem naczelnym łódzkiego ośrodka TVP, następnie do 1992 wiceprezesem Komitetu ds. Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja”.

Był członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a także jej pierwszym przewodniczącym. Zasiadał w KRRiT z nominacji prezydenta Lecha Wałęsy. Po podpisaniu koncesji dla telewizji Polsat został przez niego odwołany z funkcji przewodniczącego – jak później stwierdził NSA – z naruszeniem prawa. Takie postępowanie prezydenta nazwano „falandyzacją prawa”.

Od lat 90. związany z Polsatem (prowadził m.in. program Bumerang). W 2007 kierował kanałem TV Biznes. Od lutego 2008 do marca 2009 był dyrektorem Pionu Informacji i Publicystyki Grupy Polsat. Po odejściu z telewizji wrócił do zawodu adwokata.

(nota biograficzna za Wikipedią)

http://www.www.sdp.pl/rozmowa-dnia-marek-markiewicz-14-maja-2013

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=shNcsDwsxnM

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&;v=G-x2ZZ3CBZU

Leave a Reply

Your email address will not be published.