O tym, że zarobki Waldemara Fornalika są skandaliczne, nikogo nie trzeba chyba przekonywać. Trener bez żadnego doświadczenia na arenie międzynarodowej radzi sobie z naszpikowaną gwiazdami europejskiej piłki reprezentacją Polski fatalnie, a szanse na awans na mundial są już tylko iluzoryczne. Tymczasem „Waldek King” zgarnia co miesiąc 160 tysięcy złotych.

 

Na takie zarobki nie ma szans w kraju nikt, kto nie jest prężnym biznesmenem, ewentualnie prezesem międzynarodowego konsorcjum na terenie Polski. Tymczasem kwalifikacje Fornalika są mocno ograniczone, a wyniki, które osiąga mają się do uposażenia, które otrzymuje zupełnie nijak. Sprawa wyraźnie irytuje Zbigniewa Bońka, który taki stan rzeczy zastał obejmując stanowisko prezesa PZPN. Swoją gigantyczną pensję Fornalik wynegocjował jeszcze z Grzegorzem Latą. 

Jak informuje dziennikarz „Futbol News”, Jacek Kmiecik, w piątek doszło do nerwowej rozmowy obu panów. Boniek zdaje się być załamany wynikami reprezentacji i choć nie anonsuje na ten temat opinii publicznej, chętnie pozbyłby się myślenickiego szkoleniowca. Miał mu to powiedzieć w ostrych słowach w cztery oczy. 

– Ja bym ci nigdy nie zapłacił takich pieniędzy – tak według Kmiecika powiedział mu Boniek podniesionym głosem. – Wspomniał mu też o tym, że jeśli „Waldemar King” nie zgodzi się na honorowe odejście, media nie pozostawią na nim suchej nitki i urządzą mu prawdziwe piekło – pisze Kmiecik w „FN”. 

W poniedziałek Fornalik ma odpowiedzieć Bońkowi odnośnie do swojej rezygnacji, ponieważ prezes związku prosił go o rezygnację zarówno z funkcji, jak i uposażenia, które należy mu się do końca roku. Prawdopodobnie jednak selekcjoner nie zgodzi się na to, ponieważ wówczas pozbyłby się kury znoszącej złote jaja. Fornalikowi wciąż przysługuje bowiem jeszcze około miliona złotych. 

Co gorsza, Fornalik jest wściekły, że wysokość jego zarobków została upubliczniona, choć objęto ją klauzulą tajności. Z tego tytułu może wytoczyć PZPN proces i wygrać kolejne wielkie pieniądze. Oznacza to, że związek musi się liczyć z poważnymi wydatkami, a były trener Ruchu Chorzów nie odpuści. Polska reprezentacja nie doczeka się zatem prawdopodobnie poważnego szkoleniowca, dopóki sprawa z Fornalikiem nie zostanie wyjaśniona. 

Niestety jest wysoce prawdopodobne, że do końca eliminacji reprezentację poprowadzi nieudaczny i nieznoszony przez piłkarzy Stefan Majewski. Popularny „Doktor” pełnił już taką rolę po odejściu Leo Beenhakkera, a z Bońkiem łączy go przyjaźń. Sytuacja naszej drużyny narodowej jest więc dramatyczna, a większość winy ponosi za to ekipa Grzegorza Laty, która zatrudniła kolejno dwóch słabych trenerów (Smuda i Fornalik). Na szkoleniowca z prawdziwego zdarzenia, jakim byłby choćby Chorwat Slaven Bilić, widoków obecnie nie ma. 

Roman Koń

Źródło: http://babol.pl/kat,1025465,wid,15737974,wiadomosc.html


Dołącz do Babola na Facebooku

Polub babol.pl na Facebooku

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.