Od kilku dni jesteśmy świadkami spotkań, debat, konferencji, które poprzedzają obchody 70-tej rocznicy ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów z OUN-UPA.

Przedstawiciele Kościoła rzymskokatolickiego oraz Cerkwi greckokatolickiej w Polsce i na Ukrainie we wspólnej deklaracji napisali między innymi: „Obiektywne poznanie faktów oraz ukazanie rozmiarów tragedii i dramatów przeszłości staje się dzisiaj pilną sprawą historyków i specjalistów, bo tylko poznanie prawdy historycznej wyciszyć może narosłe wokół tej sprawy emocje. Apelujemy więc do polskich i ukraińskich naukowców o dalsze badania oparte na źródłach i o współdziałanie w wyjaśnianiu okoliczności tych przerażających zbrodni, jak również sporządzenie listy imion wszystkich, którzy ucierpieli. Widzimy też potrzebę godnego upamiętnienia ofiar w miejscach ich śmierci i największego cierpienia”.

W słowa te doskonale wpisują się poczynania polskich i ukraińskich historyków zebranych na konferencji zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Podczas jednej sesji zatytułowanej „Porozmawiajmy o faktach”, którą prowadził dr Władysław Bułhak z BEP IPN, historycy polscy i ukraińscy udowodnili, że interpretacja faktów może być bardzo różna. W sesji uczestniczyli: prof. Grzegorz Hryciuk, prof. Ihor Iliuszyn, prof. Grzegorz Motyka, dr Leon Popek, Ewa Siemaszko, prof. Jurij Szapował oraz prokurator Dariusz Gabrel z IPN. Choć żaden z uczestników panelu nie zakwestionował otwarcie istoty „rzezi wołyńskiej”, to pokazane zostały różnice w podejściu do tego tematu ogółu historyków polskich i ukraińskich. Profesor Grzegorz Motyka zauważył, że wśród historyków z Polski i Ukrainy nie ma zgody w zakresie wskazania uwarunkowań zbrodni wołyńskiej. Polscy badacze są zgodni, że doprowadziła do niej zbrodnicza ideologia OUN, część historyków z Ukrainy łączy natomiast rzeź Polaków z nieprzychylną Ukraińcom przedwojenną polityką państwa polskiego. Profesor Szapował powiedział, że nie można zapominać o polskich akcjach odwetowych. Zdaniem profesora Motyki, polscy historycy są zgodni, że nie można stawiać znaku równości między mordami UPA a polskim odwetem. Prof. Grzegorz Hryciuk z Uniwersytetu Wrocławskiego zwrócił uwagę na nieuprawnione eufemistyczne określenia dotyczące zbrodni wołyńskiej, takie jak np. „tragedia”. Eufemizmy tego rodzaju są nie do obrony w świetle faktów historycznych – podkreślił. Zauważył jednak, że w ostatnim czasie coraz częściej unikają ich historycy ukraińscy, którzy są świadomi, że nacjonaliści z OUN-UPA mieli ludobójczy zamiar wymordowania Polaków. 

Niestety eufemistycznych określeń dotyczących zbrodni wołyńskiej nie uniknęli hierarchowie Cerkwi greckokatolickiej. W swoich przemówieniach wygłaszanych w Polsce arcybiskup większy Światosław Szewczuk, metropolity kijowsko-halickiego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, używał często właśnie określenia „tragedia wołyńska” albo „bratobójczy konflikt”. Nie odważył się nazwać fakty po imieniu. Poprawność polityczna zniewoliła także ks. arcybiskupa Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Nie ośmielił się „rzezi wołyńskiej” dokonanej przez nacjonalistów z OUN-UPA nazwać ludobójstwem.

Natomiast sformułowania i stwierdzenia użyte we wspomnianej deklaracji budzą wiele uwag. Na samym początku hierarchowie stwierdzają: „Spotykamy się w Warszawie, w przededniu obchodów 70-tej rocznicy zbrodni na Wołyniu, których symbolem stały się wydarzenia z 11 lipca 1943 r. Ofiarami zbrodni i czystek etnicznych stały się dziesiątki tysięcy niewinnych osób, w tym kobiet, dzieci i starców, przede wszystkim Polaków, ale także Ukraińców, oraz tych, którzy ratowali zagrożonych sąsiadów i krewnych”. Niestety w tym stwierdzeniu jest sporo nieścisłości. Ukraińcy ginęli z rąk Polaków, ale nie były to mordy mające ludobójczy zamiar wymordowania Ukraińców, ale jedynie akcje odwetowe.

Spór o słowo „ludobójstwo”

Zbrodnia na Wołyniu od dawna dzieli – nie tylko Polaków i Ukraińców. W Sejmie spierano się kilka tygodni temu o rocznicową uchwałę: poszło o słowo „ludobójstwo”, które w swoich projektach zamieściły wszystkie kluby oprócz Platformy Obywatelskiej. Dlatego wielu powątpiewało, czy uda się rzecz trudniejsza i porozumienie w tak wrażliwej kwestii zdołają osiągnąć hierarchowie z obu narodów. Udało się, chociaż nie było łatwo. Jeszcze w marcu abp Mieczysław Mokrzycki, przewodniczący Konferencji Biskupów Ukrainy, stwierdził, że nie może powstać nawet wspólny list pasterski Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego i greckokatolickiego na Ukrainie. Strona greckokatolicka proponowała wówczas sformułowanie „bratobójstwo”, co zdaniem Kościoła rzymskokatolickiego sugerowało równą winę obu stron.

W podpisanej w piątek deklaracji nie pada słowo „ludobójstwo”, ale „zbrodnie i czystki etniczne”. Hierarchowie wspominają, że choć ofiarami byli przede wszystkim Polacy, to zbrodnia dotknęła też Ukraińców „oraz tych, którzy ratowali zagrożonych sąsiadów i krewnych”.

Arcybiskupi piszą o prawdzie „która niczego nie upiększa i nie pomija, która niczego nie przemilcza, ale prowadzi do przebaczenia i darowania win”. Ale jest też fragment o polskich winach: „W imię prawdy uważamy, że przeproszenia i prośby o wybaczenie wymaga postawa tych Polaków, którzy wyrządzali zło Ukraińcom i odpowiadali przemocą na przemoc”.

Odnoszę wrażenie, że w tych wszystkich ostatnich wydarzeniach jest przerost formy nad treścią. Zbyt dużo gestów, a mało konkretów. Ponadto mało wyrazista jest postawa arcybiskupa Światosława Szewczuka, których w swych wystąpieniach w Polsce  próbował budować wrażenie jakiejś równowagi ofiar. A na to, ze strony Polski,  nie może być zgody.

 

Bardziej wymowny w swojej treści jest „List Pasterski Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy w 70. Rocznicę Tragedii Wołyńskiej”. Co prawda w tytule listu użyto eufemistycznego określenia „tragedia wołyńska” dotyczącego zbrodni wołyńskiej, ale całość listu zgodna jest z faktami historycznymi.

Biskupi rzymskokatolickiego episkopatu Ukrainy piszą: „Przywołujemy tę prawdę o pamięci i tajemnicy zła tkwiącego w człowieku w kontekście zbliżającej się rocznicy tzw. rzezi wołyńskiej, zainicjowanej Krwawą Niedzielą 11 lipca 1943 roku, kiedy to zbrojne oddziały ukraińskich nacjonalistów napadły na dziesiątki osad i wsi polskich na Wołyniu, atakując zarówno wiernych zgromadzonych w kościołach i kaplicach rzymskokatolickich, jak również ludność przebywającą w domach. Później krwawe wydarzenia ogarnęły całą Ziemię Wołyńską, a także tereny dzisiejszych województw lwowskiego, tarnopolskiego i iwanofrankowskiego. Zamordowano dziesiątki tysięcy niewinnych osób, w tym kobiet, dzieci i starców. Zginęło także wielu rzymskokatolickich kapłanów i sióstr zakonnych, a kilkunastu kapłanów greckokatolickich i prawosławnych doświadczyło represji za dezaprobatę względem popełnianych zbrodni. Ginęli nie tylko Polacy, ale także obywatele polscy narodowości żydowskiej, ormiańskiej, czeskiej oraz wielu Ukraińców, zwłaszcza tych, którzy ratowali atakowanych wówczas sąsiadów i krewnych.

Reakcją na te zjawiska ze strony polskiej były podejmowane akcje obronne i sporadyczne akcje odwetowe, w których także zginęli niewinni Ukraińcy. Nie były to wszakże działania proporcjonalne ani pod względem liczby ofiar, ani barbarzyńskich metod. Warto dodać, iż próby położenia tamy fali eksterminacji podjął natychmiast Kościół rzymskokatolicki, interweniując u pasterzy Cerkwi greckokatolickiej, jednak bez pozytywnego skutku.

Nie do nas należy historyczna ocena tych tragicznych wydarzeń z przeszłości, opisywanie przyczyn i skali owej fali eksterminacji. Pragniemy tylko przy tej okazji poddać refleksji współczesnego pokolenia prawdę o tajemnicy ludzkiej natury. A przy tym przypomnieć, że grzech pierworodny, a potem cały szereg występków, których dopuszczali się ludzie przez wieki, wiążą się z tajemnicą Zbawienia, uwolnienia człowieka od zła, możliwością podjęcia pokuty i pojednania w Chrystusie. Bo Jezus po to umarł na krzyżu i Zmartwychwstał, by „owce miały życie i miały je w obfitości” (por. J 10, 10). Zbawić bowiem znaczy oczyścić, uwolnić od zła, umożliwić sięgniecie po owoce Ducha, wśród których jest także możliwość nawrócenia każdego człowieka, zdobycie pokoju sumienia oraz nadziei na zbawienie i dla ofiary, i dla kata. To trudna, ale jakże niezwykła prawda naszej wiary! Bo czyż Tajemnica Zła nie sąsiaduje od zawsze z Tajemnicą Odkupienia?”.

Przynajmniej te powyżej przetoczone słowa oddają prawdę o faktach historycznych, które stronie ukraińskiej trudno zaakceptować. W ucieczce przed prawdą lepiej zatrzeć ślady zbrodni zrzucając winę na okrutny czas wojny.  Przeciwko takiej postawie świadczą Ukraińcy, którzy nie ulegli ówczesnej atmosferze terroru i z narażeniem życia nieśli pomoc swoim polskim sąsiadom, podając im pomocną dłoń w tym strasznym czasie.

Polecam: 

http://www.tvpparlament.pl/retransmisje-vod/inne/palac-prezydencki-konferencja-zbrodnia-wolynska-historiapamiecedukacja-w-przededniu-70-rocznicy-cz-2/11577783

 


Fot. http://episkopat.pl/aktualnosci/5230.1,By_wojna_nie_trwala_dzis_w_sercach_ludzi.html

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.