„Mamy wybór między dżumą a cholerą” – tak sytuację finansową państwa oraz stan realizacji budżetu państwa określiła Beta Szydło, wiceprezes PiS.  Nawiązała tym stwierdzeniem do konieczności przekroczenia progu ostrożnościowego. Skoro jest tak źle, bo budżecie brakuje blisko 30 mld zł, to trzeba powołać nowy rząd, aby uniknąć katastrofy finansowej, która jest nieunikniona pod rządami PO. Sprawa jest prosta. PiS mógłby dziś doprowadzić do przedterminowych wyborów. Wystarczyło w Sejmie zagłosować przeciw wprowadzeniu z mian w ustawie budżetowej z 2009 roku, tak jak to uczyniło SLD, Solidarna Polska i Ruch Palikota. Tak się jednak nie stało. Nie wiem na co czeka PiS? Boję się jednego, że na prawej stronie powstanie mocna partia prawicowa, na czele której stanie Gowin, Wipler a może i Ziobro. No i wówczas notowania PiS zaczną dołować, tak samo jak dziś PO. Czas na wybory jest teraz, bo po wakacjach może zaistnieć nowa jakość w polskiej polityce. Wszystko będzie zależało od wyników wyborów na szefa w PO i dalszych ruchów Gowina i Wiplera, a w PSL zaczyna być gorąco. 

Jaka jest zatem kondycja polskiej gospodarki? Jak pisze na stronie PiS (http://www.pis.org.pl/article.php?id=21948) poseł Zbigniew Kuźmiuk, „szczególnie załamanie widać było we wpływach z podatku VAT. Były one niższe o 12 mld zł o tych planowanych, a byłyby jeszcze niższe o kolejne 2-3 mld zł gdyby nie rozporządzenie ministra Rostowskiego, w którym zdecydował, że zwroty VAT za grudzień 2012 roku dokonywane w styczniu, zostały zaliczone w ciężar roku 2013. Tak szokujący spadek dochodów z VAT nastąpił mimo wzrostu stawek VAT o 1 pkt procentowy, a także wzrostu gospodarczego wynoszącego 1,9% PKB i średniorocznej inflacji wynoszącej 3,7%. Drugą kwestią na którą zwróciłem uwagę, był gwałtowny przyrost kosztów obsługi długu publicznego o blisko 6 mld zł czyli 17% w stosunku do roku 2011. Udział wydatków na tę obsługę wyniósł już 13,2% całości wydatków budżetowych i był o 1,3 punktu procentowego wyższy niż w roku 2011. Coraz poważniejszym problemem jest struktura tego długu jeżeli chodzi o podmioty go finansujące oraz struktura walutowa. Wynoszący na koniec 2012 roku aż 890 mld zł dług publiczny był finansowany w blisko 52% przez inwestorów zagranicznych, a z kolei blisko 1/3 tego długu czyli kwota około 300 mld zł jest zaciągnięta w innych walutach niż złoty”.

„Zwracałem uwagę – pisze poseł, że każde zawirowanie na rynkach finansowych, może natychmiast spowodować panikę wśród inwestorów zagranicznych, a ci gdyby gwałtownie pozbywali się naszych papierów wartościowych, spowodują równie gwałtowne podwyższenie ich rentowności. Jeszcze bardziej katastrofalna w skutkach może być gwałtowna dewaluacja złotego, wtedy następuje równie gwałtowny przyrost kwoty długu mimo tego, że Polska fizycznie nie pożycza dodatkowo ani dolara lub euro. Trzeci problem który poruszyłem, to grabieżcza polityka dywidendowa rządu. Otóż w 2012 roku wpływy z dywidend od spółek Skarbu Państwa wyniosły 7,5 mld zł i były o 44% wyższe niż w roku 2011. Ponad 3 mld zł pobrano od 4 koncernów energetycznych i to moim zdaniem spowodowało, że wszystkie one zrezygnowały w 2013 roku z wcześniej planowanych dużych inwestycji w nowe bloki energetyczne. Z kolei blisko 2 mld zł  pobrano z KGHM i taka dywidenda dla Skarbu Państwa spowodowała konieczność wypłaty przez tę firmę blisko 4 mld zł dywidendy dla zagranicznych udziałowców tego koncernu. Także i on po tej wypłacie poważnie ograniczył wydatki inwestycyjne. Wreszcie czwarty problem to sytuacja w drogownictwie. Tutaj wyszedłem poza rok 2012 i stwierdziłem, że wydatki na drogi w wysokości blisko 100 mld zł w latach 2008-2012, nie spowodowały wybudowania żadnego pełnego ciągu drogowego z Zachodu na Wschód i z Północy na Południe, a jednocześnie upadła większość firm zaangażowanych w realizację tych kontraktów. Co więcej firmy wykonawcze szacują swoje roszczenia wobec Skarbu Państwa na kwotę przynajmniej 10 mld zł i wszystko wskazuje na to, że te roszczenia będą musiały zostać pokryte po przegranych przez GDDKiA procesach sądowych”.

Skoro jest tak źle, to trzeba zmienić rząd. To proste!

 

Tymczasem minister finansów Jan Vincent Rostowski zapowiedział, że w dobie kryzysu finansów państwa trzeba się zastanowić nad chwilowym zawieszeniem konstytucyjnego pierwszego progu ostrożnościowego, chroniącego państwo przed spiralą zadłużenia. Zapis ten mówi, że jeśli dług publiczny w stosunku do PKB wynosi między 50% a 55%(W Polsce za 2012 52,7%), państwo nie może w roku następnym mieć wyższego deficytu(dziury budżetowej), niż w roku poprzednim. Biorąc pod uwagę wysokość tegorocznej dziury Rostowskiego, która już dziś sięga około 50 miliardów złotych, gdy w kolejce stoją długi o których się nie mówi i które jeszcze spłyną za drugą połowę roku, mamy prawo się obawiać. Minister finansów chce w przyszłym roku zapożyczyć nasz kraj na jeszcze większą sumę, być może przekraczającą nawet 70 miliardów złotych. Jakże komiczne wydają się w tym świetle słowa Rostowskiego, który zapowiada, że planowe zawieszenie pierwszego progu ostrożnościowego miałoby być tylko na chwilę. Procedura, którą de facto sam minister zawsze chwalił i która według niego jest dobra, miałaby zaś być przywrócona z powrotem w czasie gdy „polepszy się koniunktura”. Eh, ileż to już razy słyszeliśmy od naszej władzy, że zawiesza reguły gry „tylko na chwilę”. Podatki są be, my ich nie lubimy, Platforma miała je obniżać, ale wiecie, rozumiecie jest kryzys i tylko na chwilę podniesiemy wam stopę podatku VAT do 23%. Ale jak „poprawi się koniunktura”, to wam obniżymy znowu do 22%. Jeszcze niedawno właśnie tak mawiał nasz minister finansów.I co, figa z makiem! Koniunktura się nie poprawiła i nic nie wskazuje na to, że sama się poprawi. Wręcz się pogorszyła, z powodu tych ciągłych obciążeń podatkowych dokonywanych przez Platformę. I co, kryzys jest, to trzeba będzie niedługo podnieść VAT do 25%. Wtedy powiedzą, że też tylko na chwilę. A pamiętacie państwo okoliczności wprowadzenia „podatku Belki”? Wtedy też nam wmawiano, że z powodu kryzysu „tylko na chwilę”, góra na jeden rok musimy ten podatek wprowadzić, żeby zapiąć budżet. I co? Rok się przedłużył do dziesięciu lat. I chyba jeszcze potrwa…

Takie bajki więc minister może sobie opowiadać dzieciom w przedszkolu. Skoro minister finansów mówi „na chwilę”, to zawsze powinniśmy to interpretować, jako „na zawsze”. Co nam niedawno zakomunikował Jan Vincent Rostowski mówiąc o „chwilowym zawieszeniu pierwszego progu ostrożnościowego”? To, że minister finansów już niedługo „tylko na chwilę” będzie chciał zresetować, lub podwyższyć zarówno drugi(55%), jak i trzeci(60%) próg ostrożnościowy. A to oznacza, że ma w nosie Konstytucję RP i w nieodpowiedzialny sposób zamierza zadłużać nasz kraj w nieskończoność. W rezultacie wzrosną koszty odsetek, które rokrocznie pochłaniają już potwornie wysoką kwotę około 40 miliardów złotych, czyli więcej, niż całość rocznych dochodów państwa z tytułu PIT. A to w konsekwencji doprowadzi do ponownych wzrostów podatków. W jeszcze dalszej konsekwencji, w perspektywie starzenia się społeczeństwa i obciążeń emerytalnych, doprowadzi to do spirali długów zakończonej bankructwem Polski. Tak, realnie grozi nam bankructwo. Pytanie tylko brzmi, kiedy? Im później, tym będzie bolało jeszcze bardziej. Czy tego chce Rostowski oczekując na mityczną „dobrą koniunkturę”? A nawet, jeśli ona nastąpi, w co wątpię, to czy zdołamy obniżyć polskie zadłużenie, skoro nie udało się tego zrobić w minionej koniunkturze z lat 2004-2008?

Trybunał Konstytucyjny ogłosił również „chęć współpracy” z rządem w tej sprawie. Z wypowiedzi sędziów tego gremium, gdzieś między wierszami można wyczytać, że dla ratowania budżetu państwa nie będą blokować jawnego bezprawia, jakim jest obejście konstytucyjnych progów ostrożnościowych. Ciekawe co na to lewaccy obrońcy litery, a nie ducha prawa. Jeszcze bardziej groteskowa była obrona, a wręcz gloryfikacja ministra finansów, przez niektórych dziennikarzy mainstreamu. Nie mogłem wyjść z osłupienia, oglądając niedzielną „Puszkę Paradowskiej” i wygibasy prorządowych dziennikarzy. Janina Paradowska, Janina Solska, Jacek Rakowiecki oraz Andrzej Jonas wręcz chwalili ministra, bo dziura budżetowa wprawdzie jest, ale mogła być jeszcze większa. Minister konstruując budżet na ten rok wprawdzie skłamał, ale świadomie, żeby wlać optymizm w Polaków i zachęcić ich do konsumpcji(na pewno ich zachęcił, jak wszyscy ekonomiści dookoła mówili coś zgoła innego) i żeby drożej sprzedawać polski dług. Krótkowzrocznie patrząc, to są fakty, ale gdzie tu spojrzenie w przyszłość?! Gdzie troska o przyszłe pokolenia Polaków na których zaciska się spirala długu? Nie mówię już o innych koślawcach myślowych owego towarzystwa dotyczących „udziału przez brak udziału” w demokratycznym wyborze w referendum dotyczącym HGW, czy pytaniu w sondzie pod tytułem „Czy Gowin jest dobrym kandydatem na szefa… PiS”. Ale było coś jeszcze ciekawego w tych rozważaniach. Według publicystów, „rynki” nie zareagowały panicznie na wiadomości z Polski. Wręcz przeciwnie, nawet złotówka się umocniła! Co sobie o tym myślę?Być może „rynki” dowiedziały się o wszystkim na Bilderbergu i zareagowały na to wcześniej. Już sam fakt, że Rostowski z tym towarzystwem flirtuje, powinno go dyskwalifikować z pełnionej funkcji. Z pewnością jest to najgorszy minister finansów w historii III RP. „PO nas choćby POtop” chciało by się napisać.

Skoro jest tak źle, to trzeba zmienić rząd. To proste!

 

Opracowano na podstawie: http://www.pis.org.pl/article.php?id=21948 oraz http://www.ekspedyt.org/migorr/2013/07/22/16682_progi-ostroznosciowe-zostana-chwilowo-zawieszone-vincent-my-znamy-te-numery.html

Fot. Archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.