Z dr Stanisławem Stępniem, dyrektorem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu, rozmawia dr Adam Kulczycki.

 

1. Jest Pan Doktor po lekturze książki błogosławionego męczennika Grzegorza Chomyszyna „Dwa Królestwa”. Czy jest to publikacja godna uwagi dla badaczy historii Kościoła?

– Książka jest niezwykle cenna i to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to ocalały z pożogi wojennej i tragicznych dla Ukrainy lat powojennych dokument życia społecznego. Po drugie, jego autorem jest wybitny hierarcha Kościoła greckokatolickiego ordynariusz stanisławowski, który miał zdecydowaną odwagę potępić ideologię nacjonalistyczną w swoim narodzie, a to nie jest łatwe, zważywszy że zawsze spotyka się to ostrą reakcją przeciwko takiej osobie różnych kręgów politycznych. Dotyczy to zresztą nie tylko społeczności ukraińskiej. Biskup Chomyszyn w sprawie nacjonalizmu był bezkompromisowy, i to do tego stopnia, że jego działalność kościelna i społeczna przez znaczną część społeczeństwa ukraińskiego w okresie międzywojennym traktowana była jako „działanie na szkodę narodu”. Emocje społeczne przybierały tak skrajny charakter, że np. gdy na początku lat trzydziestych przygotowywano do druku trzytomową „Ukraińską zahalną (powszechną) encyklopedię” to zastanawiano się, czy tam umieścić biogram ordynariusza stanisławowskiego. A robili to nie działacze OUN, ale ukraińscy intelektualiści. Ostatecznie zwyciężył rozsądek i krótki biogram biskupa został w encyklopedii zamieszczony.

2. Publikacja wywołała spore zamieszanie w środowisku Kościoła greckokatolickiego, gdyż ksiądz biskup Chomyszyn odnosi się w niej m.in. do wzrastającego agresywnego nacjonalizmu ukraińskiego, który zaowocował między innymi okrutnym ludobójstwem na Wołyniu. Czy tego należało się spodziewać?

Dwa Carstwa____Dwa_Krolestwa__ukr._

– Niestety na Ukrainie, zwłaszcza zachodniej, wciąż mamy społeczeństwo reagujące bardzo emocjonalnie na każdą krytykę, czy też sąd odmienny od tzw. „powszechnego głosu ludu”. Ukraińska inteligencja (zresztą nie tylko ukraińska, ale inteligencja większości krajów postsowieckich), zamiast nadawać ton społeczeństwu oraz wpływać na poglądy lokalnych polityków, często im ulega. W jakimś sensie to brak odwagi także w okresie międzywojennym, ze strony ukraińskich środowisk inteligenckich doprowadził do tego co się stało na Wołyniu. Ale znów nie należy etnicznie personifikować, zbrodnie takie jak na Wołyniu, w zarówno w czasie II wojny światowej, jak i nawet w czasach niezbyt odległych, zdarzają się na świecie, wystarczy popatrzeć co stało się nie tak dawno na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii. Sprawa nie w tym, że na Wołyniu z inicjatywy OUN doszło do czystki etnicznej, ale w tym, że część narodu ukraińskiego (choć nie odważyłbym się o to oskarżać cały naród ukraiński) do dziś ma trudności z oceną integralnego nacjonalizmu i nie potrafi zdecydowanie odciąć się od ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Na pewno temu nie służą monumentalne (rodem z III Rzeszy lub Związku Sowieckiego) pomniki Stepana Bandery, czy czerwono-czarne flagi wieszane przed wejściem do cerkwi. Nawet jeśli dziś symbole te są manifestacją antyrosyjskości, to jednak trzeba pamiętać jakie wartości nacjonalizm propagował i do czego doprowadził.

3. Książka ukazała się m.in. pod redakcją księdza greckokatolickiego Ihora Pełechatyja, redaktora naczelnego pisma „Nowa Zorja”, który dekretem przełożonych został pozbawiony pełnionych funkcji. Jak Pan Doktor ocenia te fakty?

– Trudno mi się do tego odnieść, bo nie znam szczegółów, ale jestem przekonany, że walka z nacjonalizmem, walka z postawami antyhumanitarnymi, nie powinna być karana, nawet jeśli duchowny, na publikację swej książki nie uzyskał stosownych zezwoleń władz kościelnych. Każdy Kościół od duchownych wymaga dyscypliny, ale zdarzają się sytuacje „działania w warunkach wyższej konieczności”. Liczą się indywidualne motywacje czynów. Poza tym nie można propagować zasad miłosierdzia, samemu tego nie stosując.

4. Ważnym aktorem w procesie wydania książki jest też dr hab. prof. KUL Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Wydawcą publikacji jest Ośrodek Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Klub Inteligencji Katolickiej w Lublinie. To stanowi poważny argument w rękach hierarchii greckokatolickiej, która zarzuca Kościołowi rzymskokatolickiemu wtrącanie się w sprawy Kościoła greckokatolickiego. Czy tak, to należy rozumieć?

– Dla mnie książka ma wymiar historyczny, a nie teologiczny. To prawda, że bp Chomyszyn swą pracę „Dwa Królestwa” pisał w warunkach szczególnych, kiedy to hitlerowcy owładnięci teorią rasizmu dopuścili się Holokaustu ludności żydowskiej, a ukraińscy nacjonaliści łamiąc Przykazania Boskie wymordowali wiele dziesiątków tysięcy ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Błogosławiony Biskup widział w tym klęskę nauczania Kościoła greckokatolickiego. Czując się bezsilny, w sposób bardzo emocjonalny szukał przyczyn tego stanu rzeczy. Swą krytykę zwrócił zwłaszcza na osobę metropolity lwowskiego abp. Andrzeja Szeptyckiego, jako zwierzchnika swego Kościoła, w myśl zasady: „komu więcej dano, od tego więcej się wymaga”. Krytyka ta nie zawsze była sprawiedliwa, gdyż obaj jako autonomiczni hierarchowie, często nie byli wzajemnie poinformowani o swej działalności i poglądach na życie społeczne, a zwłaszcza polityczne.

Ukazanie się książki „Dwa Królestwa” wywołało rzeczywiście bardzo żywą i momentami bezsensowną dyskusję. Wielu krytyków tego przedsięwzięcia zareagowało wprost panicznie, argumentując, że być może jest to akcja mająca na celu zahamowanie procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego abp. Andrzeja Szeptyckiego. Nie podzielam takiego poglądu. Życie i działalność ludzi beatyfikowanych i kanonizowanych należy ukazywać takim, jakie ono było. Nie są to bowiem osoby nie mające wad, czy też nie popełniające błędów. Metropolita Szeptycki miał takie ułomności, jak każdy człowiek. Był jednak wybitnym teologiem i pasterzem Kościoła katolickiego. Niestety warunki, w których żył nie były łatwe, często też poddany był surowej i niesprawiedliwej krytyce, tak ze strony społeczności ukraińskiej, jak i polskiej. Nawet po jego śmierci propaganda komunistyczna nie szczędziła mu krytyki dopuszczając się różnych fałszerstw jego wypowiedzi i działań.

Dla mnie też nie ma znaczenia, czy dyskusja ma miejsce w Kościele rzymskokatolickim, czy greckokatolicki, bo nie ma dwóch prawd, zawsze jest tylko jedna, a my jesteśmy członkami Kościoła powszechnego, a nie kościołów narodowych.

Chomyszyn2 A

5. Co dobrego wynika z ukazania się publikacji błogosławionego męczennika Grzegorza Chomyszyna „Dwa Królestwa”?

– Po pierwsze, lepiej poznajemy minione dzieje, także na płaszczyźnie życia religijnego. Po drugie, według mnie, publikacja nie zahamuje procesu beatyfikacyjnego metropolity Andrzeja Szeptyckiego, o ile ta dyskusja nie zostanie sprowadzona na płaszczyznę polityczną, ale przyczyni się do lepszego zrozumienia międzywojennych i wojennych uwarunkowań, w których przyszło żyć Słudze Bożemu metropolicie Andrzejowi Szeptyckiemu. Dyskusja, wbrew wielu jej organizatorom, może mieć nawet pozytywny charakter, jeśli ukierunkowana zostanie nie na wydawców prof. Osadczego i ks. Pełechatyja, a na opisywany w książce problem, gdyż może ona „sprowokować” do lepszych bardziej gruntownych studiów życia i heroiczności cnót metropolity Szeptyckiego. Chciałbym też, aby wszyscy, którzy tak łatwo metropolitę krytykują nie zapominali, że nie było mu łatwo na nie wiele spraw reagować, gdyż od lat trzydziestych był przykuty do wózka inwalidzkiego, a w okresie wojny był już poważnym starcem, zdanym niemal na informacje otoczenia.

– Dziękuję za rozmowę.

biskupi grekokatoliccy_lwow

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.