W poszukiwaniu prawdy. Były rzecznik Watykanu o Raporcie w sprawie McCarricka

„Poważne skandale, które wyszły na jaw w ostatnich latach w związku z wykorzystywaniem seksualnym, z których najbardziej znane są te dotyczące Marciala Maciela, Fernando Karadimy i Theodore’a McCarricka, ale którym – niestety – towarzyszy wiele innych, jeszcze dobitniej uświadamiają nam, że walka przeciwko złu jest bardzo trudna” – pisze jezuita, Federico Lombardi.

10 listopada zeszłego roku światło dzienne ujrzał napisany po angielsku i włosku „Raport o wiedzy instytucjonalnej i proces decyzyjny Stolicy Apostolskiej w sprawie byłego kardynała Theodore’a Edgara McCarricka”1. Cały proces trwał dwa lata, prowadzony był przez Sekretariat Stanu, a podjęty z polecenia Ojca Świętego Franciszka.

Wielu będzie się zastanawiało, czy konieczne było upublicznienie w internecie tak obszernego i szczegółowego dokumentu (liczy 447 stron, 1410 przypisów), którego lektura jest nie tylko bolesna, lecz także trudna, a to dlatego, iż wielokrotnie powraca do tych samych zdarzeń oraz prezentuje różne punkty widzenia, a w niektórych aspektach [zawartość dokumentu – przyp. red.] dla wielu może okazać się szokująca.

Dlaczego Raport powstał?

Powody jego publikacji są jednak ważne i dotyczą dwóch głównych pytań, które zrodziły się, gdy ujawniła się waga zarzutów stawianych byłemu kardynałowi, co do których Raport stara się stanąć w prawdzie.

W Kościele w ogóle, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, wydarzenia związane z wykorzystywaniem seksualnym wywołały bardzo silne reakcje nie tylko z powodu ogromu związanych z nimi przestępstw, lecz także z powodu niewłaściwego zarządzania nimi i ukrywania ich przez władze kościelne, w tym władze wysokiego szczebla, i to do tego stopnia, że zaczęto ​​mówić o „kulturze” ukrycia. Sprawa kardynała McCarricka, ze względu na swoją ogromną wagę, biorąc pod uwagę pozycję, jaką niegdyś zajmował McCarrick, jest nie tylko wewnętrznym problemem Kościoła w Stanach Zjednoczonych, ale także – z powodu jego wyniesienia kolejno na różne stolice biskupie, a w końcu na podniesienie go do godności kardynalskiej – dotyczy także Stolicy Apostolskiej. A zatem, co naprawdę wiedziano o jego postępowaniu na różnych etapach procesu nominacyjnego oraz kiedy, już w samym Rzymie, zapadały konkretne decyzje? To pierwsze pytanie.

26 sierpnia 2018 r. – kiedy McCarrick był już usunięty z Kolegium Kardynałów, ale jeszcze nie wydalony ze stanu duchownego – wielką sensację wywołały niektóre wypowiedzi byłego nuncjusza w Stanach Zjednoczonych, abpa Carlo Marii Viganò. Wypowiedzi te, wyrażone tonem oskarżycielskim, uderzały w papieża Franciszka oraz w jego poprzednika, Benedykta XVI, kwestionowały także linię, którą obaj prezentowali wobec kard. McCarricka w świetle zarzutów, jakie w poprzednich latach pojawiały się w odniesieniu do jego zachowań seksualnych. A zatem, co wiedzieli dwaj ostatni papieże i jak postąpili w tej sytuacji? To drugie pytanie.

To oczywiste, że oba te pytania były bardzo ważne. Dotyczyły wiarygodności władzy w Kościele w tak istotnym aspekcie, jak wybór i mianowanie jego pasterzy. W grę wchodziła także bardzo wrażliwa kwestia wykorzystywania seksualnego, w której kontekście – jak wiadomo – Kościół zaangażowany jest w trudny proces odnowy i nawrócenia, a kluczowymi zagadnieniami są tu prawda i przejrzystość. Trzeba zatem było dołożyć wszelkich starań, aby zrozumieć, co się stało i jak to było możliwe, że osoba, która została ostatecznie publicznie uznana za winną poważnych zarzutów, wspięła się na najwyższe szczeble hierarchii kościelnej.

Raport jest więc owocem bardzo wnikliwych badań przeprowadzonych w szczególności nad „wiedzą instytucjonalną i procesem decyzyjnym Stolicy Apostolskiej”. Badania te nie ograniczyły się wyłącznie do analizy dokumentów (zwłaszcza w najważniejszych archiwach: Sekretariatu Stanu i różnych kongregacji rzymskich, nuncjatury w USA oraz różnych diecezji, w których mieszkał i pracował McCarrick – w Nowym Jorku, Metuchen, Newark, Waszyngtonie), ale wiedzę pozyskano także dzięki przeprowadzeniu około dziewięćdziesięciu wywiadów. Wyniki postępowania przedstawiono według chronologicznego porządku różnych etapów życia McCarricka, od jego nominacji biskupiej w 1977 r., po oskarżenie o molestowanie seksualne nieletniego w lat 90., jakie wpłynęło do diecezji nowojorskiej w 2017 r.

Zarzut ten – pierwsza okoliczność, która dotyczyła nieletniego – został szybko zbadany i uznany za wiarygodny. Stąd dymisja McCarricka z Kolegium Kardynałów w lipcu 2018 r. i proces kanoniczny prowadzony przez Kongregację Nauki Wiary, w toku którego pojawiły się także inne poważne świadectwa. Proces ten zakończył się na początku 2019 r. dekretem o wydaleniu McCarricka ze stanu duchownego, ponieważ uznano go „winnym nakłaniania małoletnich i dorosłych podczas sakramentu spowiedzi do grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu, dodatkową okolicznością obciążającą było nadużycie władzy” (s. 435). Jednak, jak wyjaśniono, akta tego ostatniego procesu nie są przedmiotem Raportu, który skupia się na całym poprzednim okresie jego kariery.

Wyniki Raportu

Najkrócej mówiąc, odwołując się do tekstu samego Raportu, warto zwrócić uwagę na następujące punkty. W trakcie procedury informacyjnej poprzedzającej nominację ks. McCarricka na biskupa pomocniczego Nowego Jorku, dokonanej przez Pawła VI w 1977 r., żaden z piszących opinie „nie zgłosił, że był świadkiem lub słyszał o tym, że McCarrick zachowywał się niewłaściwie, ani z dorosłymi, ani z małoletnimi” (s. 5). Przy okazji kolejnych nominacji na biskupa Metuchen (1981) i arcybiskupa Newark (1986) McCarrick był bardzo chwalony „i nie pojawiły się żadne wiarygodne informacje sugerujące niewłaściwe postępowanie z jego strony” (s. 5).

Natomiast jego nominacja na arcybiskupa Waszyngtonu, co do której decyzję podjął Jan Paweł II w 2000 r., była już znacznie bardziej pracochłonna. Do tego czasu pojawiły się już pogłoski o bardzo nieroztropnym zachowaniu w stosunku do młodych dorosłych mężczyzn i seminarzystów, oskarżenia o stosunki homoseksualne z dwoma księżmi oraz anonimowe listy z oskarżeniami o pedofilię. W związku z tym pojawiły się wątpliwości co do stosowności wizyty papieża Jana Pawła II w Newark podczas podróży do Stanów Zjednoczonych w 1995 r., ale zostały one odrzucone. Później kard. O’Connor, arcybiskup Nowego Jorku, choć nie był w stanie wypowiedzieć się z całą pewnością co do istoty zarzutów stawianych McCarrickowi, wydał negatywną opinię o jego ewentualnym awansie na (kardynalską) stolicę Chicago lub Nowego Jorku, co początkowo było wspólnym planem Kongregacji ds. Biskupów i papieża.

Śledztwo przeprowadzone przez nuncjusza w Waszyngtonie, do którego zaangażowano czterech amerykańskich biskupów uznanych za dobrze poinformowanych, potwierdziło fakt nierozważnego postępowania McCarricka, ale nie przyniosło definitywnego rozwiązania (Raport wyraźnie mówi, że zgodnie z tym, co obecnie wiadomo, „trzech z czterech respondentów przekazało Stolicy Apostolskiej informacje niedokładne, a ponadto niekompletne”). McCarrick, poinformowany o zarzutach, napisał list do osobistego sekretarza papieża ks. Dziwisza, w którym stanowczo zadeklarował swoją niewinność. Jan Paweł II, który znał i szanował McCarricka, opierając się na dodatkowych opiniach, ostatecznie zdecydował o mianowaniu go arcybiskupem Waszyngtonu, a wkrótce potem o włączeniu go do Kolegium Kardynałów.

Za pontyfikatu Benedykta XVI początkowo nie pojawiały się żadne nowe obciążające informacje, nawet wobec osiągnięcia przez kardynała w 2005 r. wieku 75 lat, mandat arcybiskupstwa McCarricka został przedłużony o dwa lata; ale już pod koniec tego samego roku pojawiły się nowe fakty dotyczące jednego ze znanych wcześniej zarzutów dotyczących osoby dorosłej, co spowodowało, że w 2006 r. McCarrick został poproszony o złożenie rezygnacji z urzędu. Niepokój o ewentualne ponowne pojawienie się oskarżeń stał się motywem podjęcia badań i refleksji, ale ponieważ były to oskarżenia, które nie zostały jednoznacznie udowodnione na podstawie faktów z przeszłości, oraz ponieważ nie dotyczyły one osób nieletnich, w dodatku odnosiły się do kardynała, który praktycznie już żegna się z urzędem, papież Benedykt nie uznał za stosowne zainicjowania procesu kanonicznego, ale postanowił odwołać się do odpowiedzialności McCarricka, zalecając mu (nie nakazując), za pośrednictwem Prefekta Kongregacji ds. Biskupów kard. Re, aby zaczął prowadzić życie proste i usunął się w cień2.

W rzeczywistości jednak tak się nie stało. McCarrick kontynuował intensywną działalność i dużo podróżował, utrzymywał wielorakie relacje i pokazywał się publicznie. O wszystkim tym wiedzieli nuncjusze, świadome tego były też władze rzymskie. Co więcej, nieżyjący już nuncjusz Sambi wyraźnie przyznał, że McCarrick był „niezdolny” do prowadzenia bardziej zamkniętego życia. Tak było również podczas mandatu w Waszyngtonie nuncjusza Viganò oraz w pierwszych latach pontyfikatu papieża Franciszka, który nie zmienił linii swojego poprzednika. Tak było aż do momentu pojawienia się oskarżenia dotyczącego osoby niepełnoletniej, o której już wspomniano i która była powodem zdecydowanej i jednoznacznej interwencji papieża.

Jak to wszystko mogło się zdarzyć?

Jedną z rzeczy, których nie można nie zauważyć, jest to, że McCarrick był rzeczywiście osobą o wyjątkowych zdolnościach: bystrej inteligencji, pracowity, posiadający talenty organizacyjne, sprawność rządzenia i prowadzenia zabiegów dyplomatycznych, był serdeczny i miły w relacjach z ludźmi na każdym poziomie; miał wiele różnorakich zainteresowań i w wiele spraw się angażował, biegle posługiwał się kilkoma językami, miał świetne umiejętności komunikacyjne, lubił podróżować itp. Z cech odnoszących się ściśle do sfery kościelnej można dodać solidną formację doktrynalną, prawdziwe zaangażowanie duszpasterskie, postawę prawomyślności i dobre stosunki z Rzymem. Krótko mówiąc, większość tych, którzy go znali, nie była zaskoczona rozwojem jego kariery, powierzaniem mu nowych zadań i ogromnym uznaniem, którym go obdarzano. W Raporcie nie brakuje pochwalnych, bardzo jednoznacznych i na pewno szczerych opinii. McCarrick był członkiem wielu komisji Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych, był zaangażowany w relacje na najwyższym szczeblu na płaszczyźnie ekumenicznej, w dialog z judaizmem i innymi religiami.

Wrażenie robi liczba jego podróży w różne części świata, co dokładnie pokazuje Raport. Często udawał się do miejsc, w których wybuchały kryzysy humanitarne, lub gdzie Kościół był w potrzebie, gdzie wyjazd wiązał się z ryzykiem i niedogodnościami i gdzie spotkać można było niewielu innych wysokich rangą duchownych amerykańskich. Wiele z tych wyjazdów, nawet jeśli nie towarzyszyły im formalne mandaty dyplomatyczne, było okazją do nawiązania kontaktów i pozyskania przydatnych dla Kościoła informacji, które później przekazywał władzom rzymskim, a także bezpośrednio papieżom, z którymi prowadził ożywioną korespondencję. Niezwykła i wszechstronna była jego zdolność do gromadzenia funduszy i ich redystrybucji na służbę Kościołowi lub na cele humanitarne (wystarczy wspomnieć rolę, jaką odegrał w założeniu i późniejszej działalności Papal Foundation), co w naturalny sposób przymnażało mu kontaktów, wzmacniało jego wpływy i więzi oparte na wdzięczności. W raporcie zaznaczono jednak, że nie ma podstaw, by sądzić, że działalność ta była prowadzona przede wszystkim w interesie osobistym. W rzeczywistości McCarrick nigdy nie zażądał pensji od którejkolwiek z diecezji, którymi rządził, ani też emerytury po rezygnacji z urzędu arcybiskupa. Stąd nie wydaje się, aby przywiązanie do dóbr materialnych było słabą stroną jego osobowości.

Należy o tym wszystkim pamiętać, ponieważ nie byłoby słuszne zaprzeczanie dobru, które uczynił, ale także – i przede wszystkim w tym kontekście – ponieważ może to pomóc w ukazaniu trudności we właściwym zrozumieniu i ocenie tej dramatycznie negatywnej strony jego osobowości i zachowania. Wielu ludziom łatwiej było uwierzyć, że pojawiające się oskarżenia były efektem zazdrości i sprzeciwu spowodowanego jego intensywną działalnością, a nie że wynikały z jego poważnych błędów. W szczególności w odniesieniu do Jana Pawła II, oprócz poważnych braków związanych z niekompletnymi informacjami, czymś, co może pomóc w zrozumieniu decyzji papieża o nominacji McCarricka do Waszyngtonu, są przedstawione w Raporcie świadectwa ukazujące osobiste doświadczenia ówczesnego arcybiskupa Wojtyły w Polsce, gdzie reżim szeroko wykorzystywał fałszywe oskarżenia, aby zdyskredytować księży i ​​biskupów.

Co więcej, jak zauważa Raport, nawet niezależna prasa – która w 2002 r. wnikliwie zbadała diecezję bostońską i stojącego na jej czele kard. Bernarda Lawa co do przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich i ich ukrywania – chociaż już krążyły plotki i pogłoski o kard. McCarricku, nie była w stanie zebrać wiarygodnych i pewnych zeznań, aby potwierdzić zarzuty przeciwko niemu. Nikt z tych, z którymi rozmawiali dziennikarze, nie chciał się ujawniać, więc sprawę zamknięto. Znany watykanista John Allen sugeruje również, że autorytet McCarricka i jego dobre stosunki z prasą jako źródłem ważnych i interesujących informacji mogły tu odegrać rolę, która w sumie zadziałała na jego korzyść (zob. s. 221nn).

Jednocześnie słuszne wydaje się wskazanie w Raporcie informacji, które jak dotąd w większości pozostają na drugim planie: dotyczą ambicji. Raport donosi, że przy okazji nominacji McCarricka w Metuchen (1981) ci, których poproszono o udzielenie informacji, wydali bardzo pozytywne opinie, „jedynie jeden z nich zauważył jego rzucającą się w oczy ambicję awansu w kościelnej hierarchii”. W terno3 zauważono, że ​​kwestia ambicji McCarricka pojawiła się od czasu jego pierwszej kandydatury w 1968 r., ale „respondenci, którzy wspomnieli o tym, nie wycofali swojego głosu na kandydata: jeden z nich napisał wówczas do Delegata Apostolskiego, że błędem byłoby wykluczenie go wyłącznie z powodu tej wady” (s. 27). Zauważmy, że kwestia ta nie wydaje się tak marginalna. Czyż list, w którym McCarrick uroczyście wyznaje swoją niewinność przy okazji sprzeciwu wobec jego nominacji w Waszyngtonie (lub innej diecezji, gdzie tradycyjnie mianuje się kardynałów) i który pozostaje kluczowym dokumentem, nie jest świadectwem tego niekontrolowanego pragnienia, aby wejść na szczyt kościelnej hierarchii? A później, czy jego oczywista niezdolność do dostosowania się do zaleceń prowadzenia bardziej ukrytego życia po rezygnacji z urzędu arcybiskupa nie jest konsekwencją jego oczywistej, nieodpartej potrzeby, by nieustannie być przedmiotem uwagi i nie popaść „w zapomnienie”?

Można również zauważyć, że dzięki swoim niewątpliwym umiejętnościom i zaangażowaniu McCarrick stał się, jak sobie tego życzył, częścią „kręgu ludzi mających znaczenie”, w ramach którego można rozwinąć poczucie przynależności mogące doprowadzić do tego, iż na wszystko dokoła nie patrzy się już z wolnością i obiektywizmem, co jest niezbędne do reagowania na trudne, niepożądane i wstydliwe problemy. Wydaje się, że nie tylko McCarrick pozostał niewolnikiem takiej postawy, ale także ci, którzy mieli z nim kontakt, którzy byli do ​​pewnego stopnia zaangażowani, jeśli nie rażąco oszukani.

Nauka, która płynie z tego wszystkiego

Jednak, co oczywiste, najważniejszym pytaniem i centrum zainteresowania Raportu są doniesienia o zachowaniach seksualnych McCarricka, które niestety przez bardzo długi czas pozostawały w większości anonimowe lub nieudowodnione, lub niekompletne, lub – jak się wydawało – nie do końca wiarygodne. W kilku przypadkach zostały one jednak ewidentnie zignorowane, a nawet po prostu wyciszone, aby nie przedostały się na poziom, na którym finalizowały się procesy decyzyjne.

Anonimowość niektórych zarzutów, które okażą się zasadne – jak na przykład pierwszy, już w latach osiemdziesiątych, matki zaniepokojonej o swoje dzieci4 – to aspekt, który należy dokładnie przeanalizować. Chociaż słuszne jest żądanie, aby oskarżenia zawsze były formułowane w poczuciu odpowiedzialności, to jednak nie można zaprzeczyć, że czasami niezwykle trudno, jeśli wręcz niemożliwe, jest wymaganie od informującego o przestępstwach, aby miał odwagę oskarżyć kogoś, kto ma władzę, gdy zachodzą uzasadnione obawy, że nikt mu nie uwierzy lub że on sam stanie się obiektem zemsty. Tak było najwyraźniej w sprawie McCarricka.

Dlatego nowe, długo oczekiwane Vademecum o postępowaniu w przypadkach wykorzystywania seksualnego, opublikowane przez Kongregację Nauki Wiary w pierwszej wersji z 16 lipca zeszłego roku, słusznie zachęca nas, abyśmy nie odrzucali automatycznie anonimowych raportów, ale sprawdzali, czy zawierają one jakieś wiarygodne informacje5.

Zlekceważone zostały także inne problemy, odnoszące się do McCarricka, takie jak dobrze znane niestosowne zachowanie wobec seminarzystów lub młodych osób dorosłych6. Fakt, że w jego postępowaniu zwykle nie dochodziło do bezpośrednich aktów seksualnych oraz że nie byli w nie zaangażowani nieletni, jest absolutnie niewystarczający, aby uzasadnić ich tolerowanie, co być może było poparte przez sprzyjający w tamtych czasach niejednoznaczny klimat kulturowy odnoszący się do relacji obu płci, a w szczególności do stosunków homoseksualnych. Również w tym względzie autorytet arcybiskupa, nadszarpnięty wobec seminarzystów lub młodych księży, nadał tym faktom ogromną wagę, a jednocześnie bardzo utrudnił ich zgłoszenie. Jest wielce prawdopodobne, że doszło tu do nadużycia władzy. Należy też dodać, że bardzo naiwne i mało prawdopodobne było założenie, że ktoś, kto często zachowuje się w ten sposób, nigdy nie będzie przekraczał granic współżycia seksualnego, a także granicy wieku zaangażowanych w te relacje osób.

Dlatego normy zawarte w „Motu proprio” Vos estis lux mundi z maja 2019 r. nakładają obowiązek zgłaszania takich przypadków przez wszystkich duchownych i zakonników, nawet jeśli odnosi się to do ich przełożonych, a także gdy chodzi o wykorzystywanie seksualne dorosłych. Ten sam dokument nakłada na wszystkie diecezje obowiązek zapewnienia możliwości wszystkim (nie tylko duchownym) przedstawienia w komfortowych warunkach swoich skarg7.

Lęk przed sprowokowaniem skandalu wywiera silną negatywną presję na tego, kto musi lub powinien przekazać taką informację lub kto powinien podejmować decyzje o działaniu. Trzeba to zrozumieć. Często wolimy złagodzić fakty, kierując się rozwagą lub niezrozumianą życzliwością wobec oskarżonego, wolimy milczeć lub czekać w nadziei, że problem się nie powtórzy. Tak też stało się w przypadku McCarricka. Raport opisuje oczywisty dyskomfort tych, którzy mimo wielkiej odpowiedzialności nie wiedzieli, jak poradzić sobie z sytuacją w obliczu pojawienia się zarzutów, a także z tego powodu byli nakłaniani do ich wycofania lub udzielili niekompletnych lub niedokładnych informacji. Jednak konsekwencje tych zachowań i zaniedbań, jak wiemy, były bardzo poważne, do tego stopnia, że ​​dzisiaj, w świetle zdobytego doświadczenia i obecnej naszej świadomości, uważamy je za niewybaczalne i podlegające sankcjom.

Dlatego niedawno opublikowane Vademecum jest podstawowym narzędziem, które ma pomóc w postępowaniu w przypadkach nadużyć biskupom i wszystkim mającym jakąkolwiek odpowiedzialność w tym względzie. Z tego też powodu najnowsze przepisy zobowiązują wszystkich do zgłaszania nie tylko popełnionych nadużyć, ale także ich zasięgu oraz informowania o zaniedbaniach ze strony liderów Kościoła; zaniedbania te również należy uznać za wyjątkowo poważne braki8.

W miarę jak kościelna kariera McCarricka rozwijała się i wynosiła go na coraz wyższe poziomy, ryzyko skandalu stawało się coraz większe, a w miarę upływu czasu stosowanie środków zaradczych coraz trudniejsze. Ostatecznie tylko odwaga ofiary, by wyjść z cienia i złożyć skargę, pozwoliła zmierzyć się z problemem, zebrać inne bardzo poważne świadectwa i w końcu zobaczyć obszary, które nadal pozostawały ukryte – ponieważ przypadek ten, oprócz wykorzystywania seksualnego i nadużycia władzy, obejmował również kwestie sumienia i w bardzo poważnej formie nadużycia sakramentu spowiedzi.

Podsumowując

Odwadze ofiar – które również w tym przypadku odegrały decydującą rolę – musi towarzyszyć odwaga władz kościelnych, przy czym, jak wielokrotnie podkreślał papież Franciszek, władze te muszą czuć solidarne i odpowiedzialne wsparcie całej wspólnoty kościelnej, zaangażowanej w trudne zadanie walki przeciwko wszelkiego rodzaju nadużyciom.

Raport McCarricka stanowi ważny nowy krok na długiej drodze wzrastania Kościoła w świadomości i w wysiłku oczyszczenia w obliczu przestępstw wykorzystywania seksualnego i cierpienia, jakie one powodują. Jest to droga, która poszerza i pogłębia perspektywy, uwzględniając nie tylko nieletnich, ale także inne osoby narażone nie tylko na wykorzystywanie seksualne, ale także na nadużycia w kwestiach sumienia i władzy. Już sam ten Raport jest aktem odwagi i pokory. Pokazuje, że rachunek sumienia w Kościele dzisiaj obejmuje jego najwyższe szczeble, stanowi zobowiązanie, by nie bać się prawdy, nie ogranicza się do mówienia o odpowiedzialności, ale próbuje wyjaśnić popełnione błędy i szuka ich przyczyn, nawet jeśli jest to trudne i bolesne. Jednocześnie, jak wyjaśniono, przyczynia się do zwrócenia większej uwagi i do dopracowania przepisów, aby dzięki temu coraz mniej prawdopodobne było dopuszczenie do kolejnych skandalicznych sytuacji o takim zasięgu jak ta wyżej opisana.

„Coraz mniej prawdopodobne”, ale nie niemożliwe, ponieważ na tej ziemi zawsze mamy do czynienia ze złem i grzechem. Już tysiąc lat temu, w 1051 r., święty Piotr Damiani w Księdze Gomory wystąpił zdecydowanie przeciwko pladze niemoralnych zachowań wśród pasterzy Kościoła, potępiając w szczególności rozpowszechnianie się homoseksualizmu, ale nie tylko, oraz karygodne tolerowanie przez przełożonych niegodnie zachowujących się duchownych, apelując o bardziej zdecydowane reakcje9. Poważne skandale, które wyszły na jaw w ostatnich latach w związku z wykorzystywaniem seksualnym, z których najbardziej znane są te dotyczące Marciala Maciela, Fernando Karadimy i Theodore’a McCarricka, ale którym – niestety – towarzyszy wiele innych, jeszcze dobitniej uświadamiają nam, że walka przeciwko złu jest bardzo trudna. Rzeczywistość nieustannie przerasta naszą wyobraźnię. Istnieje „tajemnica niegodziwości”, z którą musimy nieustannie zmagać się na poziomie moralnym i duchowym, nie zniechęcając się i ufając Bogu, Jego łasce i miłosierdziu.

Podsumowując, trzeba powiedzieć, iż patrząc na niepokojącą postać McCarricka, ze wszystkimi skrajnościami jego charakteru, trafne wydaje się przywołanie niektórych wersetów – przytoczonych w Raporcie – z listu napisanego w 2016 r. przez McCarricka do kard. Parolina. Mówi w nim o zbliżającej się podróży, której celem był dialog z muzułmanami: „Szyici uprzejmie dali mi do zrozumienia, że ​​chcieliby, abym był obecny na tych spotkaniach. Nie jestem pewien, czy to dlatego, że myślą, że jestem mądry, czy dlatego, że myślą, że po prostu uwielbiam chodzić na każde spotkanie. Obawiam się, że bardziej prawdopodobne jest raczej to drugie niż pierwsze, dlatego chcę na zawsze wyjaśnić, że gdyby kiedykolwiek Wasza Eminencja pomyślał, że powinienem raczej udać się do jakiegoś świętego miejsca i modlić się o zbawienie mojej duszy zamiast podróżować po świecie, oczywiście będę posłuszny i wypełnię takie instrukcje” (s. 428). Teraz, kiedy McCarrick faktycznie zakończył podróżowanie po świecie, nie tylko przerabiamy trudne lekcje jego historii, ale razem z nim modlimy się o zbawienie naszych dusz.

Tekst pochodzi z „Civiltà Cattolica”, 2-16 stycznia 2021, s. 59–70.

Tłumaczenie: Jakub Kołacz SJ

1 Zob. www.vatican.va/resources/resources_rapporto-card-mccarrick_20201110_ it.pdf. Synteza w: A. Tornielli, Il Rapporto su McCarrick, pagina dolorosa da cui la Chiesa impara, w: Vatican News, 10 novembre 2020. Cytaty w tekście odwołują się do tekstu wydanego w języku włoskim.

2 W Raporcie, w rozdziałach poświęconych temu okresowi, przedstawiono obszerną dokumentację dotyczącą działalności abpa Viganò i zajmowanych przez niego stanowisk, najpierw w Sekretariacie Stanu, a następnie jako nuncjusza w Waszyngtonie; wszystko to z myślą o reakcji na jego dobrze znane, wyrażone publicznie i wielokrotnie kwestionowane oświadczenia z sierpnia 2018 r.

3 Z myślą o nominacjach biskupich, na podstawie informacji ogólnie zebranych przez nuncjusza przygotowywane jest „terno” trzech kandydatów. Terno jest przedstawiane kompetentnej kongregacji – w tym przypadku Kongregacji ds. Biskupów, a ostatecznie papieżowi.

4 W żadnym archiwum nie znaleziono kopii anonimowego listu z połowy lat osiemdziesiątych, ale autorka, matka rodziny, szczegółowo mówiła o tym podczas procesu, a jej zeznania wiele wnoszą w temacie zachowań McCarricka, tego, jaki był podstępny, oraz trudności w zgłaszaniu tych nadużyć (patrz s. 37–47).

5 Por. Kongregacja Nauki Wiary, Vademecum, nr 11. To Vademecum jest ważną pomocą przygotowaną przez Kongregację Nauki Wiary, nie jako nowy dokument normatywny, ale jako „podręcznik”, dzięki któremu biskupi, inni przełożeni kościelni i prawnicy wiedzą, jak postępować w sytuacjach wykorzystywania seksualnego nieletnich. Został on ogłoszony przy okazji międzynarodowego spotkania w sprawie nadużyć, zorganizowanego przez papieża Franciszka w lutym 2019 r. Jest to dokument, który będzie na bieżąco aktualizowany w świetle doświadczeń i nowych norm, które zostaną opracowane na ten temat.

6 Dotyczyło to w szczególności dzielenia tego samego łóżka podczas pobytu w domu wakacyjnym, podróży do domu lub przy innych okazjach.

7 Por F. Lombardi, Protezione dei minori. I passi avanti del Papa dopo l’Incontro di febbraio 2019, „Civiltà Cattolica” 2020, s. 155–166.

8 Tak to przedstawia „Motu proprio” Vos estis lux mundi oraz wcześniejszy dokument Come una madre amorevole z 2016 r. 

9 Jeden z oskarżycieli McCarricka, przywołany w Raporcie, powołał się na ten poruszający tekst świętego reformatora Kościoła w średniowieczu.

Więcej na: https://deon.pl/kosciol/w-poszukiwaniu-prawdy-byly-rzecznik-watykanu-o-raporcie-w-sprawie-mccarricka,1101706

Fot. Archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.