Nauczka dla PiS

Konrad Fijołek wygrał przedterminowe wybory prezydenckie w Rzeszowie. To nauczka dla PiS. Teraz trzeba będzie rozliczyć posła Krzysztofa Sobolewskiego i resztę za głupią i bezsensowną decyzję wystawienia kandydata z PiS, bo poseł Marcin Warchoł ich nie zadowalał. To mają, to co chcieli. To było do przewidzenia. Nie ma żadnych wątpliwości. Wyniki są jednoznaczne.

Jak komentują politolodzy, porażka PiS w wyborach w Rzeszowie oznaczać będzie turbulencje w obozie władzy. Już słychać ostrzeżenia i wezwania do rozliczeń. Tymczasem opozycja ma szansę złapać wiatr w żagle i już snuje narrację o początku końca władzy Jarosława Kaczyńskiego.

Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył PiS w Rzeszowie – taką narrację będzie snuł teraz obóz od Koalicji Obywatelskiej, przez Szymona Hołownię, aż po Lewicę i PSL. W tej narracji kluczowy będzie jeszcze jeden przekaz – tylko razem można wygrać z obecną władzą.

I choć sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, bo dotyczy poziomu samorządu, w politycznej propagandzie to nie będzie miało większego znaczenia. Wygrana Konrada Fijołka w Rzeszowie to symbol. A te w polityce są niezwykle ważne. Dla PiS takim właśnie symbolem było pokonanie Platformy Obywatelskiej w przedterminowych wyborach na prezydenta Elbląga w 2013 r. To pozwoliło Prawu i Sprawiedliwości budować opowieść, w której z PO – wówczas hegemonem – da się wygrywać. Dwa lata później partia Jarosława Kaczyńskiego sięgnęła po pełnię władzy w Polsce. A teraz zbliża się katastrofa.

Konrad Fijołek został prezydentem Rzeszowa w pierwszej turze przedterminowych wyborów – wynika z oficjalnych wyników wyborów – podała w nocy z niedzieli na poniedziałek Miejska Komisja Wyborcza w Rzeszowie.

Z Rzeszowa w Polskę?

Nikt nie mówi, że podobnie będzie i teraz. Prawo i Sprawiedliwość nie rządzi w wielkich miastach i wygrana tej partii w Rzeszowie i tak byłaby niespodzianką. Jednak jeszcze niecały rok temu w II turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda pokonał tu Rafała Trzaskowskiego. Skala przegranej obozu władzy jest spora. Zwłaszcza biorąc pod uwagę siły, jakie PiS rzucił tu, by wesprzeć swoją kandydatkę, czyli wojewodę Ewę Leniart. Na Podkarpacie zjeżdżali kolejni ministrowie, by mogła zrobić sobie z nimi zdjęcie. W finale kampanii stanęli obok niej Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński. Nie pomogło.

Rzeszów jest ważny jeszcze z jednego powodu. To stolica Podkarpacia, w którym PiS od lat uzyskuje rekordowe wyniki. W mieście Prawo i Sprawiedliwość wprawdzie nie rządziło, ale to perła w koronie regionu, który po 2015 r. był bardzo dopieszczany przez obecną władzę. Też nie pomogło. Nie pomogły również kupowane za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości wozy strażackie, które rozdawał Marcin Warchoł, drugi z kandydatów obozu władzy. PiS do niego się nie przyznawało, bo start wiceministra sprawiedliwości był samodzielną szarżą Solidarnej Polski wspieraną przez ustępującego prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, który pozwolił nawet na używanie swojego nazwiska w kampanii Warchoła. Ferenc jest chyba jednym z największych przegranych tych wyborów. Rzeszowianie go nie posłuchali, mimo iż rządził miastem prawie dwie dekady. Kampania prowadzona – jak powtarzali złośliwi – „metodą na wnuczka” okazała się być przeciwskuteczna.

Mało kto pamięta, że zastępcę Zbigniewa Ziobry wsparł też na złość PiS inny jego koalicjant Jarosław Gowin. Szef Porozumienia krótko po ogłoszeniu sondażowych wyników napisał na Twitterze: „Atak na klasę średnią, podwyższanie podatków, centralizm zamiast samorządności i brak szacunku dla koalicjantów to utorowanie drogi do przejęcia władzy przez opozycję”. Gowin nie sili się tu na żadne metafory. Wprost uderza w sztandarowy program PiS, czyli „Polski Ład”, który zakłada m. in. podwyższenie podatków dla lepiej zarabiających. Nawiązuje też do sporu na linii Nowogrodzka – Porozumienie, który się rozkręca. Adam Bielan, który chciał dokonać niedawno przewrotu w partii Gowina, zakłada nową partię i chce się stać czwartym koalicjantem PiS. To śmiertelne zagrożenie dla wicepremiera.

Po PiS nie spodziewam się niczego specjalnego. Nie ma w tej partii nikogo, kto błyskałbym inteligencją, może z dwóch bym znalazł a reszta to puste głowy. Przykładem jest Rzeszów. PiS będzie oskarżał Solidarną Polskę, że przez nią przegrał przedterminowe wybory prezydenckie w Rzeszowie. To nie jest wina Marcina Warchoła, że wygrał Konrad Fijołek, kandydat opozycji.

Ustępujący Tadeusz Ferenc miał dobre plany. Ustąpił z urzędu a na swojego następcę „namaścił” posła i wiceministra Marcina Warchoła, bo miał do niego zaufanie a nie do Konrada Fijołka. PiS zamiast poprzeć Marcina Warchoła to zaczął szukać „dziury w całym”. I znalazł. Przegrał wybory. A winę za to ponosi poseł Krzysztof Sobolewski, marszałek Władysław Ortyl, poseł dr Andrzej Szlachta i inni. To tak ich rozłościło, że poseł i wiceminister Marcin Warchoł bez konsultacji z PiS podjął decyzję i wystartował na prezydenta Rzeszowa, że chcieli się zemścić na Solidarnej Polsce. I zemścili się ale nie na Solidarnej Polsce tylko na samym sobie czyli na PiS. Przegrali wybory.

Słabo robi mi się, gdy czytam od rzeczy dyrdymały premiera Mateusza Morawieckiego. Według premiera Mateusza Morawieckiego, niższy wynik Fijołka od prezydenta Ferenca sprzed dwóch lat świadczy o tym, że w szeregach opozycji „coś wyraźnie nie zagrało”. Morawiecki dodał, że byłoby „zdecydowanie lepiej”, gdyby Zjednoczona Prawica wystawiła w tych wyborach jedna kandydatura. – Myśmy o tym bardzo wyraźnie mówili, nakłanialiśmy naszych koalicjantów, ale stało się inaczej. Dobrze, że ta drobna lekcja może zostać odrobiona na przykładzie jednych wyborów w Rzeszowie i myślę, że to podstawowa refleksja, która na pewno będzie nam towarzyszyć – powiedział Morawiecki.

Panie Premierze, to przecież posła i wiceministra Marcina Warchoła ustępujący z urzędu Tadeusz Ferenc naznaczył na swojego następcę a nie Ewę Leniart, to o czym my tutaj mówimy. To PiS powinien poprzeć posła i wiceministra Marcina Warchoła i „nie szukać dziury w całym”.

„PiS szczać kury prowadzić a nie politykę robić” – chciałoby się powiedzieć za marszałkiem Józefem Piłsudskim.

A jeszcze jedno. W poniedziałek oficjalną współpracę z PiS ma rozpocząć jeszcze Paweł Kukiz. Jeśli na dodatek we wtorek Sejm głosami opozycji i ludzi Gowina wybierze kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich wbrew woli Jarosława Kaczyńskiego, będzie gorąco.

Po klęsce w Rzeszowie byłby to kolejny element osłabiający koalicję rządzącą. A niedługo odbędzie się też głosowanie nad odwołaniem wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, którego gowinowcy raczej nie kochają.

Dziękuję za uwagę i czas poświęcony lekturze mojego felietonu.

Prof. dr Adam Kulczycki

Redaktor naczelny „Gazety Parlamentarnej”

Leave a Reply

Your email address will not be published.