Francja wspiera Ukrainę. Wyśle jej pociski przeciwpancerne Milan. Stingery i Javeliny sieją strach u Rosjan. Ukraiński chatbot. Ma pomóc w śledzeniu ruchu rosyjskich wojsk. Białorusini przyłączają się do wojny w Ukrainie. Sytuacja na granicy. Pomoc uchodźcom z Ukrainy

KIJÓW. PARYŻ. RZESZÓW. Według francuskiego dziennika Le Monde, na który powołuje się serwis Defence24, Paryż miał zdecydować o dostarczeniu Ukrainie przeciwpancernych pocisków Milan. Stingery i Javeliny sieją strach u Rosjan. Ale broni dla Ukrainy może zabraknąć. 11 marca 2022 r. to 16. dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Najnowsze zdjęcia satelitarne pokazują, że ogromna rosyjska kolumna w pobliżu Kijowa, która rozciągała się na około 60 km, rozproszyła się i została przegrupowana. Rosjanie po raz pierwszy od dnia inwazji ostrzelali miasta na zachodzie Ukrainy – Łuck i Iwano-Frankowsk.

Milan to nazwa systemu kierowanych pocisków przeciwpancernych o zasięgu od 400 do 2000 m. Jest to broń drugiej generacji opracowana przez francusko-niemieckie konsorcjum Euromissile. Za jej produkcję odpowiada natomiast MBDA Missile systems – europejski koncern zbrojeniowy specjalizujący się w tworzeniu broni rakietowej.

Doniesienia dziennika Le Monde pojawiają się w momencie, gdy dowódca francuskiego wojska, gen. Thierry Burkhard przekazał, że Paryż wysyła Ukrainie sprzęt wojskowy, ale odmówił podania szczegółów dotyczących rodzajów dostarczanej broni.

Precyzyjna broń do zwalczania czołgów

System został wprowadzony w 1972 r., przechodząc od tego czasu modernizacje. Według Defence24 Francja prawdopodobnie dostarczyła Ukrainie pociski Milan 2. Mają one zasięg ponad 2 km oraz przebijalność 700 mm. Dla porównania amerykańskie pociski kierowane FGM-148 Javelin, z których również korzystają ukraińscy żołnierzy, mogą przebić do 7,5 cm litej stali. Warto wspomnieć, że pociski Milan 2 nie są dostarczane jedynie przez Francję. 28 lutego pojawiła się informacja, że sprzęt ten zostanie wysłany przez Włochy.

Milan to bardzo precyzyjna broń zaprojektowana do zwalczania czołgów i pojazdów opancerzonych. Jest to lekki pocisk ceniony przez oddziały piechoty. Dzięki zastosowaniu celownika termowizyjnego Milan pozwala na prowadzenie ostrzału zarówno w dzień, jak i w nocy. Maksymalna prędkość pocisku wynosi 200 m/s, a jego napęd stanowi silnik rakietowy na paliwo stałe.

Na wersję przenośną systemu Milan składają się: wyrzutnia umieszczona na trójnogu, celownik, układ kierowania oraz pojemnik z kompozytu szklanego zawierający pocisk. Broń wykorzystuje półautomatyczny system naprowadzania o nazwie „wire-guided” ( pocisk jest kierowany przewodowo). Według producenta nowsze wersje tej broni mogą uderzać w cele oddalone o 3 tys. metrów.

W porównaniu z Javelinami obsługa tych rakiet jest nieco bardziej skomplikowana, co nie oznacza jednak, że Ukraina nie będzie w stanie ich używać. Defence24 zwraca uwagę, że „Kijów dysponuje dużą liczbą dobrze wyszkolonych operatorów ppk, wykorzystujących choćby rosyjskie Fagoty, działające na podobnych zasadach (ale o gorszych parametrach)”.

Stingery i Javeliny sieją strach u Rosjan. Ale broni dla Ukrainy może zabraknąć

Ukraińcy zadają ciężkie straty Rosjanom za pomocą pocisków rakietowych odpalanych z ramienia. Pojawia się jednak problem, gdyż zużycie pocisków Stinger i Javelin w Ukrainie przewyższa ich produkcję.

Pociski dla Ukrainy pochodzą z arsenałów krajów Zachodu. Dostarczyły one już łącznie około 17 tysięcy sztuk broni typu „odpal i zapomnij”. „Istnieje ryzyko, że pociski zostaną zużyte szybciej, niż Zachód jest w stanie je zastąpić” – donosi amerykański dziennik „Forbes”.

Podczas gdy Ameryka koncentruje się na wysyłaniu pocisków do walki, specjaliści przyglądają się coraz dokładniej starzejącemu się amerykańskiemu przemysłowi rakietowemu. Sprostanie nieoczekiwanej podaży może stanowić poważne wyzwanie dla linii produkcyjnych.

Zaawansowane pociski przeciwpancerne Javelin i przeciwlotnicze Stinger są produkowane w oparciu o przestarzałą i niezabezpieczoną infrastrukturę produkcyjną. Co gorsza, jest ona pełna potencjalnych wąskich gardeł, słabych punktów i problemów z zaopatrzeniem.

Problemy ze Stingerami i Javelinami

Przenośny pocisk przeciwlotniczy FIM-92 Stinger nie jest już produkowany w USA i nie można go łatwo zastąpić. W magazynach znajdują się jeszcze tysiące zmodernizowanych rakiet i nie miały one być wymieniane do 2030 roku. Aktualna sytuacja może jednak wymusić na Stanach Zjednoczonych zmiany w tym temacie.

Javelinów od czasu wejścia do użytku w latach 90. łącznie zamówionych i wyprodukowanych zostało około 45 tys. sztuk. W magazynach ciągle są rezerwy, jednak doniesienia, wedle których Ukraińcy zużyli tylko w pierwszym tygodniu walki około 300 sztuk pocisków, zmuszają do wzmożenia produkcji.

Szczególny problem stanowią Wojskowe Zakłady Amunicyjne Iowa – pisze „Forbes”. Wytwarzano w nim głowice do obu typu pocisków. Zakład jest już przestarzały i wymaga pilnej modernizacji.

Pismo zwraca także uwagę na ochronę obiektu i przypomina, że w ciągu ostatnich lat dochodziło do wielu „tajemniczych eksplozji we wschodnioeuropejskich magazynach broni i zakładach amunicyjnych”. Zajmujący się sprawami śledczy sugerują zaangażowanie rosyjskich służb.

Ukraińcy zadają ciężkie straty Rosjanom za pomocą pocisków rakietowych odpalanych z ramienia

Stracili możliwość picia szampana na jachtach w Monako. Odwrócą się od Putina?

Witold Szabłowski, autor, reporter, znawca Rosji i Ukrainy, mówi WP: – Oligarchom skończyła się cała frajda z bycia kumplem Putina. Tracą domy, jachty i kochanki. To może sprawić, że obrócą się przeciwko dyktatorowi.

Witold Szabłowski, dziennikarz, reporter, autor, zajmuje się teraz tym, czym wielu Polaków: odbiera Ukraińców z granicy i rozwozi ich po Polsce. Jeździ między Warszawą czy Lublinem a granicą. Spędza godziny w aucie i na przejściach granicznych. Złapałem go w drodze. Rozmawialiśmy o uchodźcach, stosunkach polsko-ukraińskich i przyszłości Rosji. Słyszałem niesamowite historie. Ludzie jadą z Donbasu, z Krymu, z Charkowa i mają bombonierki w walizkach dla Polaków. Zamiast wziąć coś potrzebniejszego, mają dla nas prezenty. Jeśli zostaną przyjęci w polskim domu, patrzą, do czego mogą się przydać. Czy posprzątać, czy ugotować, byle nie siedzieć bezczynnie. Z drugiej strony nie wszystko jest sielanką. Są problemy. Ktoś przyjął do domu matkę z dzieckiem i to dziecko ma koszmary – budzi się w środku nocy z krzykiem, bo widziało wojnę. A ta polska rodzina sama ma małe dzieci, które nie mogą przez to spać. I robi się niewesoło. Więc będzie nam wszystkim ciężko. Ale musimy pamiętać, że to jest wojna Rosji z całym Zachodem. Polska jest kolejna na liście Putina. Więc albo się teraz przemęczymy i przeżyjemy razem z Ukraińcami te ciężkie chwile, a oni nas obronią, albo sami za pięć lat będziemy uciekać.

Mimo trudności musimy okazać Ukraińcom współczucie…

– Tak. Ale musimy pamiętać, że oni wierzą, że niedługo będą wracać do domów. Moje pierwsze rozmowy były bardzo pocieszające. Żałowałem ich, mówiłem, jacy są biedni. A oni od początku mówili mi, że walczą, że dają sobie radę, że nie wpuszczą Rosjan do Kijowa. Nie mają wątpliwości, że wygrają. Pytanie, jak straszną cenę za to zapłacą. Ile dzieci musi zginąć, ile matek i ojców, ile budynków zostanie zrównanych z ziemią? – dodaje Witold Szabłowski.

Białorusini przyłączają się do wojny w Ukrainie. Jednak nie tam, gdzie chcieliby Putin i Łukaszenka

Mający bronić obleganego Kijowa samodzielny białoruski batalion im. Kastusia Kalinowskiego prawdopodobnie został w większości zrekrutowany w działających na terenie Polski centrach prowadzonych przez ukraińskich dyplomatów – dowiaduje się Wirtualna Polska. Jak informuje strona „Fight for Ukraine”, przez polsko-ukraińską granicę możliwe jest przewiezienie prywatnego wyposażenia i amunicji ochotników.

Każdego dnia jest nas coraz więcej. Nie trać czasu, przyłącz się samodzielnego białoruskiego batalionu, którego zadaniem jest obrona Kijowa – wzywa na nagraniach w mediach społecznościowych lider oddziału. Apel opublikowało m.in. na oficjalnym koncie Sił Zbrojnych Ukrainy na Twitterze.

Jak dowiaduje się nieoficjalnie Wirtualna Polska, rekrutacja do tego białoruskiego batalionu odbywa się m.in. w Warszawie. Zajmuje się nią jedna z białoruskich opozycyjnych organizacji. Również w Polsce prowadzona jest zbiórka na zakup wyposażenia dla tej jednostki.

Strona „Fight for UA” podaje numery telefonów i adresy do konsultantów w Polsce, którzy pomagają ochotnikom z różnych krajów w przekroczeniu granicy oraz w przewiezieniu wyposażenia wojskowego: hełmów, kamizelek kuloodpornych, noktowizorów, a nawet amunicji. Jeden z takich wskazanych rozmówców przekazał WP, że „nie ma problemu z przejściem granicy”. Zastrzegł, że to wszystko, co może powiedzieć przez telefon.

W Polsce działa również pięć centrów rekrutacji do sił zbrojnych Ukrainy, prowadzonych przez ukraińskich dyplomatów i konsulów. Dla porównania, w innych krajach sąsiadujących z Ukrainą jest ich znacznie mniej, np. Węgry mają dwa centra, a Słowacja jedno.

Zjawisko związane z rekrutacją w Polsce wywołuje już pomruki niezadowolenia rosyjskiej dyplomacji. Kilka dni temu rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, określiła to jako werbunek ekstremistów.

Białorusi mają własny motyw udziału w odparciu rosyjskiej agresji na Ukrainę

Dlaczego Białorusini chcą walczyć w Ukrainie?

Dziennikarz TV Biełsat Siarhiej Pielasa tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską, że Białorusi mają własny motyw udziału w odparciu rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Dla wielu osób jest to walka nie tylko o Ukrainę, ale też o wolną Białoruś. Bez osłabienia czy pokonania Rosji będzie to trudniejsze. Każdy z tych młodych ludzi z karabinem zacytowałby panu słowa bohatera powstania styczniowego Konstantego Kalinowskiego: tylko wtedy narodzie białoruski będziesz wolny, kiedy moskala nad tobą nie będzie – mówi Siarhiej Pielasa. Wyjaśnia, że to dlatego białoruski oddział przyjął imię Kalinowskiego. – Białoruscy ochotnicy to weterani z wojny o Donbas z 2014 roku, ale także przedstawiciele emigracji, którzy przyjechali do Polski po 2020 roku i sfałszowaniu wyborów na Białorusi. To są te młode chłopaki z polskich budów, kierowcy tirów i kurierzy. W tej walce widzą szansę na zmianę sytuacji na Białorusi – mówi dalej Pielasa.

Ukraiński chatbot. Ma pomóc w śledzeniu ruchu rosyjskich wojsk

Jakiś cza stemu na Ukrainie został uruchomiony specjalny chatbot do zgłaszania dowodów rosyjskich zbrodni wojennych. Teraz resort transformacji cyfrowej Ukrainy przygotował narzędzie, które może pomóc obrońcom w śledzeniu ruchu wojsk nieprzyjaciela.

O nowym chatbocie dostępnym w aplikacji Telegram informuje państwowa ukraińska agencja prasowa Ukrinform. Za pomocą narzędzia, które jest dostępne pod tym adresem, obywatele mogą zgłaszać informacje o ruchu rosyjskiej armii.

Główną różnicą w porównaniu z innymi botami jest autoryzacja poprzez aplikację Diya. Jest to konieczne, aby zebrać lepsze informacje oraz żeby sabotażyści nie spamowali nas fałszywymi zdjęciami lub filmami – poinformował minister ds. transformacji cyfrowej Mychajło Fiodorow.

Aby korzystać chatbota, trzeba potwierdzić, że jest się autoryzowanym użytkownikiem Dіya. Następnie należy przekazać botowi, co dokładnie i gdzie się widziało – chodzi tu oczywiście o sprzęt wojskowy wroga oraz rosyjskich żołnierzy. W miarę możliwości można też wysłać dokładną geolokalizację oraz zdjęcie lub film – słowem wszystko to, co może przydać się ukraińskim żołnierzom oraz ich dowódcom.

Wcześniej resort kierowany przez Fiodorowa udostępnił też aplikację ostrzegającą przed atakami lotniczymi. Jest ona dostępna do pobrania w Google Play i AppStore. Ukraińskie chatboty to kolejne internetowe narzędzia walki z rosyjską agresją. W cyberwojnę z Władimirem Putinem włączyli się również haktywiści z międzynarodowego kolektywu Anonymous, o których piszemy regularnie na łamach naszego serwisu.

Sytuacja na granicy. Pomoc uchodźcom z Ukrainy

Na granicy polsko-ukraińskiej są tysiące uchodźców z Ukrainy. Wojna zmieniła ich życia. Z dnia na dzień musieli wszystko zostawić i uciekać. Do Przemyśla docierają kolejne pociągi z wojennymi uchodźcami.

Minionej doby granicę w Medyce przekroczyło 22 tys. 900 osób. To wyraźnie mniej niż kilka dni temu, kiedy dane oscylowały powyżej 33 tys. Pieszo granicę przekroczyło 9900 uchodźców – wcześniej 11 tys., a nawet 18 i 19 tys. na dobę. Z Przemyśla pociągami wyjechało w czwartek 10500 osób.

Do Przemyśla docierają kolejne pociągi z wojennymi uchodźcami

Na Ukrainie sytuacja jest krytyczna. Bombardowane są osiedla, brakuje prądu, wody, jedzenia, a także na naszych oczach giną ludzie, nasi bliscy – drżącym głosem opowiada Natalia, mieszkanka Sum, którą spotkaliśmy na przejściu granicznym w Budomierzu, niedaleko Lubaczowa. Natalia i jej 10-letnia córka Weronika zostały ewakuowane z oblężonego przez Rosjan miasta. Ukrainki na zmierzają do Warszawy. Czują się bezpieczne, ale drżą o swoich bliskich, którzy zostali na Ukrainie.

Polacy zareagowali na wojnę na Ukrainie wstrzymaniem zakupu wielu artykułów niezaliczających się do szeregu – pierwsza potrzeba. A że elektronikę, odzież i ubranie czy upominki kupujemy już w większości online, sklepy internetowe w pierwszych dniach wojny odnotowały duże spadki obrotów. Zaoszczędzone na rezygnacji z zakupów online pieniądze nie zostały w portfelach. – Polacy masowo wsparli uchodźców, więc z półek – głównie tradycyjnych sklepów – znikały środki higieniczne czy trwała żywność.

Mijają dwa tygodnie od momentu agresji zbrojnej Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy, a już znalazło to odbicie na sytuacji rynku nieruchomości, który jest jak papierek lakmusowy tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Bardzo duża część mieszkań w tym czasie zniknęła z rynku najmu, sprzedaż nieco wyhamowała, a budownictwo musi się zmierzyć z gwałtownym odpływem pracowników z Ukrainy, kryzysem walutowo-surowcowym i kolejną podwyżką stóp procentowych, co oczywiście bezpośrednio wpłynie na podwyższenie cen nieruchomości.

Szpital Specjalistyczny w Sanoku chce zatrudnić lekarzy z Ukrainy, którzy z powodu wojny musieli opuścić swój kraj. Z taką ofertą do ukraińskich medyków wstąpił Grzegorz Panek, dyrektor SP ZOZ w Sanoku.

Jak informuje Maciej Chłodniki z Kancelaria Prezydenta Miasta Rzeszowa, że wszystkie filie RDK, do których można przekazywać dary dla uchodźców nie będą czynne w niedziele. Wiąże się to z bardzo małym zainteresowaniem ze strony chcących przekazywać pomoc w tym dniu. Nie chcemy w związku z tym niepotrzebnie gromadzić tu wolontariuszy, którzy bardzo potrzebni są w innych punktach pomocy uchodźcom. Wszystkie filie będą przyjmować dary od poniedziałku do soboty w godzinach 12.00 – 20.00.

Więcej na: https://tech.wp.pl/francja-wspiera-ukraine-wysle-jej-pociski-przeciwpancerne-milan,6745855093951040a; https://wiadomosci.wp.pl/moga-sie-pojawic-problemy-z-dostawami-sprzetu-wojskowego-do-ukrainy-6746062264457824a; https://ksiazki.wp.pl/stracili-mozliwosc-picia-szampana-na-jachtach-w-monako-odwroca-sie-do-putina-6745494843558496a; https://wiadomosci.wp.pl/bialorusini-przylaczaja-sie-do-wojny-w-ukrainie-jednak-nie-tam-gdzie-chcieliby-putin-i-lukaszenka-6745833808140864a; https://www.dobreprogramy.pl/ukrainski-chatbot-ma-pomoc-w-sledzeniu-ruchu-rosyjskich-wojsk,6745789329398336a; https://nowiny24.pl/wojna-rosjaukraina-co-sie-dzieje-na-podkarpaciu-sytuacja-na-granicy-pomoc-uchodzcom-raport-11032022/ar/c1-16068149; https://nowiny24.pl/wojna-rosjaukraina-co-sie-dzieje-na-podkarpaciu-sytuacja-na-granicy-pomoc-uchodzcom-raport-11032022/ar/c1-16068149

Fot. Archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ze względu na brak płatności przez zlecającego za wykonanie witryny internetowej, publikacja treści przez autorów została zablokowana.